Od bardzo, bardzo dawna nie umawiam się z każdym i nie mam ogłoszenia skierowanego do „wszystkich”. Model przyciągania każdego chętnego, czyli ogłoszenie erotyczne o niezapomnianych wrażeniach w objęciach mojego miękkiego ciałka (wiecie, o co chodzi), miałam w agencji – gdzie nie miałam nic do powiedzenia w temacie reklamy.

Nieszczególnie się to sprawdzało. Owszem, klienci przychodzili, ale jedyne, co mnie wyróżniało na tle innych dziewczyn to wzrost i krótkie wówczas włosy. No i nie byli to moi wymarzeni klienci. Większości nie miałam nic do zarzucenia, ale nie iskrzyło.

Tęskniłam za randkami jak z M. – moim wieloletnim kochankiem i najczęściej sponsorem. Dłuższa randka, kolacja, inteligentna rozmowa, namiętny seks. Mmm. Ale nikt taki do mnie nie dzwonił.

Kiedy przeszłam na swoje i przejęłam kontrolę nad biznesem, wszystko zaczęło się zmieniać.

***

Ostatnio miałam zabawny telefon klienta spoza targetu. Nie wiem, co go do mnie przyciągnęło, ale rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

– To co mi zaoferujesz?

Powaga, zacznę odpowiadać, że wybitną inteligencję, pełną uwagę i poczucie humoru.

No ale grzecznie wymieniłam czynności podstawowe, dodając, że jest jeszcze BDSM jeśli lubi.

– A anala nie?

– Nie.

Wymienił jeszcze kilka rzeczy, których nie lubię lub które są dla mnie fizycznie niewykonalne. Wyjaśniłam, że tego nie będzie.

– A ile kosztuje spotkanie z tobą?

Podałam cenę za trzy godziny. To było już po podwyżce, więc trochę osłabł.

– A taniej się nie da? Bo musiałbym zapłacić jeszcze za hotel, a ty nie robisz tego i tamtego, i jeszcze tego…

Wyjaśniłam mu uprzejmie, że moje usługi kieruję głównie do osób w podróży, które i tak zatrzymują się w hotelach i apartamentach na wynajem, i że pełne spektrum czynności seksualnych nie jest clue tej oferty. Jeszcze się trochę potargował, nic nie wskórał, więc sobie poszedł. Prawdopodobnie spędził miło czas z inną panią – przynajmniej taką mam nadzieję.

***

To działo się kilka lat po tym, jak zaczęłam pracę, więc mam pełną jasność z kim chcę się spotykać i czego oczekuję od zawodu.

Idealny klient był podstawą, choć tak naprawdę to uproszczenie. Zastanowiłam się dokładnie, kim jestem, co należy do moich mocnych stron, jak najbardziej lubię spędzać czas na spotkaniach i z kim najlepiej łapię kontakt. Poświęciłam temu naprawdę dużo czasu, i to nie raz.

Ponieważ z analiz wyszło mi Girlfriend Experience, napisałam ogłoszenie, w którym położyłam nacisk na moją osobowość i zainteresowania. Bo nie umawiam się na seks tylko na randkę, więc największe znaczenie ma to, żeby była chemia i żebyśmy miło spędzili czas.

Ogłoszenie tworzyłam z myślą o tym, że przeczyta je właśnie mój idealny klient. Jego też wyobraziłam sobie dokładnie. Nie było to trudne, bo przywołałam M.: zagranicznego biznesmena w delegacjach, który lubi dobrze zjeść w miłym towarzystwie i planuje swój grafik z wyprzedzeniem. Spędziłam z nim tyle czasu, że doskonale rozumiem jego potrzeby.

(Gdybym nie miała M., przywołałabym moje wyobrażenia lub najlepsze dotychczasowe doświadczenia).

Oczywiście nie wszystkie udane spotkania pasują do tego opisu. Jest dużo świetnych mężczyzn, którzy nie są zagranicznymi biznesmenami w delegacji i nie zabierają mnie na kolację. Moje ogłoszenie nie precyzuje, że klient ma taki być, jest na to (rzecz jasna) zbyt ogólne. Po prostu inspiruje osoby, z którymi najczęściej łapię naprawdę dobry kontakt.

Metoda świetnie działa. W trakcie pisania tej notki dostałam maila od klienta precyzującego swoje oczekiwania co do naszego zaplanowanego spotkania. Obcokrajowiec, planuje zabrać mnie na jakąś kolację, preferuje całą noc. Widziałam, że w hotelu jest sauna – może da się wyciągnąć?

Aha – wróciłam do pracy. Zakładka „spotkania” już jest aktywna, choć tymczasowo linkuje do strony angielskiej.

4