Ostatnio nic nie pisałam, bo… nie miałam czasu w nawale spotkań sponsorowanych i innych spraw. Aż wzięłam z tej okazji wolny weekend. Przedwczoraj wieczorem – znajomy z Fetlife, wczoraj – cały dzień z koleżanką z Fetlife, a dzisiaj – babskie ploty z przyjaciółką sprzed lat, z którą reaktywuję kontakt. Zanim wezmę się za ogarnianie mieszkania, pora na notkę. Na pewno czekacie. Chyba że… już nie.

Są takie dwie grupy klientów, które mają u mnie nikłe szanse. Pomyślałam sobie, że dzisiaj Wam o nich opowiem.

Czasami pisze do mnie klient z ogłoszenia, który odzywa się do piętnastu (zgaduję) dziewczyn jednocześnie i żadnej dobrze nie kojarzy oraz nawet nie ma otwartego ogłoszenia. Wyślij fotę, podaj cenę i zakres usług. Są w ogłoszeniu. Ale ja go teraz nie znajdę, wyślij fotę. Znajdź ogłoszenie, jak się przygotujesz do rozmowy, to się odezwij ponownie. Co za problem wysłać fotę, ja ci wyślę moją. Ostatnio taka rozmowa zakończyła się słowem „kurwo”, potem pan oczywiście dostał bana.

Nie toleruję nieprzygotowania do rozmowy i tego, że mam pozyskiwać klienta konkurując zdjęciem i ceną już na etapie bezpośredniego kontaktu. Widzę to jako totalną stratę czasu, a tacy ludzie przeważnie robią się nieprzyjemni, gdy się im postawi ścianę. Zdecydowanie preferuję kontakt z osobą, która chce się spotkać ze mną, zapoznała się z ofertą i ma dodatkowe pytania.

A propos nieprzygotowania, wydzwania do mnie co jakiś czas pewien pan z Niemiec. Poznaję go po głosie. Dzwoni i prowadzi zawsze tę samą gadkę – umawia się wstępnie na spotkanie, do którego nigdy nie dochodzi. Trochę mi się znudził.

– Hello, do you speak English?
– Yes, I do.
– I found you on Odloty and…
– But I do not have an ad there.

Pan się rozłączył. Za jakiś czas zadzwoni ponownie. Chyba że w końcu będzie mi się chciało go zbanować.

Druga grupa klientów, która nie bardzo ma u mnie szanse, to panowie pod ciśnieniem. Nie przepadam za spotkaniami umawianymi, kiedy pan musi, inaczej się udusi. Mam złe skojarzenia. Tego typu klientów jest dużo, na przykład co jakiś czas wypisuje i wyzwania do mnie para „na dziś” (ostatnio pisali o 1 w nocy, oczywiście odebrałam to rano) ignorując totalnie zachętę do umawiania się z wyprzedzeniem. Zresztą już kiedyś mnie wystawili i ich nie lubię. W ogóle pary lubują się w wystawianiu dziewczyn.

Ale wracając do tematu, klienci pod ciśnieniem to plaga – odzywają się o każdej porze dnia i nocy i nie dopuszczają myśli, że człowiek ma jakieś inne życie. Nie, im się chce, więc ja mam się do nich teleportować. Duża część tego typu klientów to wystawiacze, a nawet jak dochodzi do spotkania, to często jest znacznie bardziej przedmiotowe niż kiedy mamy randkę umawianą z tygodniowym, miesięcznym czy czteromiesięcznym wyprzedzeniem. Logiczne. No i wtedy jest większy nacisk na kontakt fizyczny i wygląd, a intelekt…

– Może o czymś porozmawiamy?
– No to mów.
– Ale o czym chcesz porozmawiać?
– Nie wiem, to ty zaproponowałaś gadkę.

Odechciało mi się oczywiście – pan nie był zainteresowany rozmową (gadką), więc po co miałabym go zabawiać na siłę? Tak sobie tylko pomyślałam, że ostro przepłacił, bo mógłby się spotkać z nieznającą polskiego imigrantką za dwukrotnie mniejsza kwotę. Ja jednak wyceniam i mózg, i to, czego imigrantka może nie mieć – swobodę konwersacyjną. Podobno zbyt nisko.

Efekt jest taki, że klientów na już umawiam z dużą niechęcią. Chociaż tu też zdarzają się wyjątki – niedawno miałam przesympatyczne spotkanie z wyjątkowo inteligentnym człowiekiem. Zero seksu, sama rozmowa przy kolacji i drinku (restaurację zamknęli nam przed upływem czasu spotkania, więc zmieniliśmy lokal). Pan był absolutnie świetny, zabawny, z dystansem, i czułam się z nim jak ryba w wodzie. No ale umówił się też z dużą klasą, przepraszając, że tak na ostatnią chwilę…

No, pora poogarniać mieszkanie. Zdecydowanie przydałby mi się nawyk odkładania rzeczy na miejsce.

2