OK, więc jestem w trakcie rozmów o współpracy z pewną firmą i właśnie wyliczam sobie, ile powinnam powiedzieć na start, żeby spiąć budżet. Gdyby nie zapalenie oskrzeli/płuc (bez prześwietlenia nie da się stwierdzić z całą pewnością), to już by było coś wiadomo, a tak to musimy poczekać aż dojdę do siebie.

Z wyliczeń wyszło mi, poniżej jakiej kwoty za godzinę nie mam co podejmować współpracy, bo tylko traciłabym czas – zostałoby mi go za mało na spotkania komercyjne oraz dodatkowe współprace biznesowe (mam już coś na oku, ale tu konkurencja będzie potężna, więc muszę przemyśleć jak się zaprezentować). Sprawdziłam, ile płacą na stanowisku, które mnie interesuje – noo, mam wymagania, jest to stanowczo powyżej mediany. Ale po prostu przy wydatkach, które mi ostatnio doszły, muszę zarobić dosyć konkretną kwotę.

Uroki pracowania seksualnie są takie, że nie jestem w desperacji, więc mogę negocjować jak równy z równym. Dopytać spokojnie o wszystko, bo szczerze mnie to interesuje. Nie jestem osobą, która nie ma pytań do rekrutera, bo weźmie wszystko w ciemno, a potem najwyżej będzie płakać koleżance i mówić, że musi szukać nowej roboty – co robi straszne wrażenie i co po prostu widać. Albo wezmę fajne zajęcie, albo podziękuję, jeśli miałoby mnie znowu kosztować nerwy i zdrowie. Ale jestem dobrej myśli… o ile ich budżet przewiduje mnie.

Byłam też ostatnio na fajnym szkoleniu z myślenia kreatywnego w marketingu i w ramach ćwiczenia zaprojektowałam personę mojego klienta, do którego będę adresować swoje działania. I tak to miałam zrobić, ale bardzo podszedł mi szablon podany przez trenera. Zarysował mi się bardzo szczegółowy obraz, więc dobrze wiem, jak sformułować przekaz marketingowy. W przyszłym tygodniu wybieram się na kolejne, z neuromarketingu. Do tego czasu powinnam wydobrzeć.

A w obecnej branży… no cóż. Jak zawsze, kiedy jestem chora, ogromne zainteresowanie. Nic tylko odmawiać…

Zanim stan zapalny zwalił mnie z nóg, miałam super roleplay z wykorzystaniem playfightingu i dominacji, a nieco wcześniej spotkałam się z przemiłym trenerem biznesu, z którym przegadałam pół nocy, z czego połowę czasu o przedsiębiorczości, a drugą – o polecanych warszawskich restauracjach. Okazało się, że on też je kolekcjonuje, tylko w TripAdvisorze (ja w Evernote).

Intensywnie śledzę grupę dla seksworkerek, gdzie dominują camgirls z ShowUpa. Jak ktoś mi będzie jeszcze wmawiał, że camgirls są uprzywilejowane względem escortek… ta praca to jakieś koszmarne obciążenie psychiczne, trzeba mieć do niej ogromną cierpliwość i stalowe nerwy. Moje randki przy tym to jak wakacje. Przestaję się dziwić, że nie wytrzymałam w tamtym miejscu i że zarabiałam grosze – to całkiem powszechne. Podziwiam osoby, które mimo ścieku, z jakim mają tam do czynienia, a także dość częstej depresji (skutecznie uniemożliwiającej inne prace, znacznie trudniejsze do utrzymania) wciąż wchodzą i zabawiają publiczność jak gdyby nigdy nic. Serio, szacun.

2