Ponieważ ostatnio mało pisałam, kompletnie „przegapiłam” fakt, że powstał fanpage ideologiczny „Za kobietami – przeciw prostytucji„, a moja ulubiona dr Grzyb (ta od polemik na łamach Krytyki Politycznej) skrytykowała „Doświadczalnik”*. Na szczęście już jestem z grubsza na bieżąco, zarejestrowałam też książkę „Prostytutki. Tajemnice płatnej miłości” (premiera 29 stycznia) i wywiad z małżeństwem odpowiedzialny za ten utwór.

Wszystkich ludzi łączy jedno: mają nas głęboko gdzieś. Płaczą nad nami, ale nie słuchają, chyba że coś pasuje do tezy. Intensywnie sprawdzają, czy wszystko się dobrze klika, szeruje i sprzedaje.

Zwłaszcza tytuł, okładka książki i hasło sprzedażowe małżeństwa Mieśników nie są obliczone na współczucie nam i przydawanie godności, którą chwalą się w wywiadzie, tylko na szokowanie i sprzedaż na zasadzie „szczucia cycem”. Współautor mąż jest zresztą odpowiedzialny za „Wyznania hieny. Jak to się robi w brukowcu” (zobacz za darmo na Legimi), gdzie opisał swoje przygody z seksworkingiem jako kumpel gwałciciela escortki (podsumowanie rozdziału w mojej notce tutaj), przyzwalający na paskudne traktowanie wynajętych przez kumpla dziewczyn. Zwykle takich, które będą łatwymi ofiarami.

Małżeństwo, które chciało „uświadomić bezmiar piekła prostytucji” na które składa się m.in. autor brukowych wspomnień o pracy w brukowcu, ni cholery nie kieruje się szczytnymi pobudkami. Zatwierdzili okładkę, która jest radosna, różowa, skrajnie przedmiotowa i będzie rzucać się w oczy, stojąc na półce Top 20 Empiku, a w treści będą epatować fizjologią i okrucieństwem. To się sprzeda.

Właśnie dlatego znajdują się w tej książce również szczegóły fizjologiczne. By uświadomić ludziom, jak wielkie jest to bagno i jak wielkie jest to zło. (…) Drastyczne, czasem wręcz obrzydliwe szczegóły pojawiają się w tej książce dlatego, by uświadomić bezmiar tego piekła. (…) Wiem, że sposób napisania tej książki może zostać uznany przez niektórych za szokujący czy miejscami wręcz obrzydliwy, ale być może właśnie dzięki temu niektórzy pojmą, z czym te kobiety się zmagają.

…a kiedy już się sprzeda i trafi do przeciętnego czytelnika, to – idę o zakład – on nie zareaguje współczuciem tylko fascynacją przemieszaną z obrzydzeniem i pogardą bądź litością. Czyli tym, co odczuwał zawsze. Tylko teraz będzie miał jeszcze więcej dowodów za słusznością swoich uczuć. I pojmie to, co chciał pojąć, czyli na przykład, że „prostytutki” są zużytymi ciałami w ładnych ciuszkach (tak czytam połączenie „obrzydliwego” sposobu napisania książki ze słodką do porzygu okładką) i na nic nie zasługują.

Obejrzawszy okładkę i przeczytawszy uważnie wywiad, czuję się tą książką poniżona.

Wiecie, co jeszcze mnie wkurza? Autorzy uparli się, że pokażą „pełne spektrum zjawiska”. Jak bardzo pełne jest to spektrum? No cóż, ja nic nie wiem o tym, żeby dotarli do osób znanych w sieci z tego, że zajmują się pracą seksualną – moich koleżanek, w tym koalicji Sex Work Polska. Sama mocno się wycofałam z mediów, ale wciąż można mnie znaleźć i zaprosić na konsultację lub wywiad. Nie spróbowali.

Może to i lepiej…

Z samego zresztą wywiadu widać, że autorzy książki temat znają słabo, nie rozumieją tego, o czym piszą i nie zagłębili się w mechanizmy naszego działania w zawodzie escortki. Przykłady? 1) Podanie 13 000 czynnych ogłoszeń na jednym popularnym portalu jako dowodu na wszechobecność pracy seksualnej – bez wiedzy, że większość osób ma tam od dwóch ogłoszeń do… cóż, tylu, na ile je stać, doliczałam się 10. I 2) brak refleksji, czemu escort girls nie nazywają się „prostytutkami” (nie, nie chodzi o stygmatyzację – racjonalizują!). Oraz 3) milczące założenie, że każda pracownica seksualna (przynajmniej spośród tych pracujących na ulicy) musi „coś złapać”, bo jak mówi, że nigdy nic, to – „wyparcie, racjonalizowanie, brak szczerości”. Też to widziałam tu na blogu w odniesieniu do siebie.

Oczywiście wiem, że wypowiedzi w wywiadach są potem przeinaczane przez dziennikarzy i że drobnych omyłek się nie prostuje w autoryzacjach, ale ten wywiad raczej dość dobrze oddaje, czego możemy się spodziewać po lekturze książki.

Niebawem w Warszawie spotkanie autorskie. Rozważałam wybranie się, ale nie kojarzyłam wtedy jeszcze Piotra Mieśnika z „Wyznaniami hieny„. Nie idę, nie będę się taplać w szambie. Czy przeczytam książkę? Raczej nie warto. Na pewno jej nie kupię.

* „Doświadczalnik” to niedawno wydana publikacja od seksworkerek dla seksworkerek, w której można znaleźć moje wypowiedzi. Dostępna online za darmo i w druku odpłatnie. Celem broszury jest zebranie REALNYCH porad i doświadczeń innych escortek, masażystek erotycznych i striptizerek. Ponieważ w publikację zaangażowało się wiele osób, nie jest ona super-spójna: to wielogłos, także tam, gdzie nie ma cytatów tylko „narracja odautorska”.