Podstawowe hasło aktywizmu na rzecz grup marginalizowanych to „nic o nas bez nas„. Równocześnie grupy marginalizowane, szczególnie na początku swojej emancypacji i odzyskiwania praw, ale potem też, potrzebują sojuszników, dzięki którym szybciej osiągną swoje cele. Podkreślę: swoje.

Sojusznik ma się słuchać grupy marginalizowanej. Nie powinien „wiedzieć lepiej, co jest dla was dobre”, bo zawsze patrzy z perspektywy swoich przywilejów i części z nich nie jest nawet świadomy. Nie rozumie z autopsji specyfiki stresu mniejszościowego doznawanego przez daną grupę. Nie wie, czemu dokonują „nielogicznych” wyborów – chyba że uważnie posłucha przyczyn i przyjmie na wiarę, że tak jest.

Powinien wykorzystywać swoją pozycję do tego, żeby oddać głos przedstawicielom grupy, którzy mają trudniejszy dostęp do mediów, ale w momencie, kiedy te osoby zaczną móc zabierać głos, powinien się dyskretnie wycofać. Powszechnym grzechem wielu ludzi jest niewycofywanie się, czyli budowanie swojej pozycji na trudnej sytuacji osób, którym „pomaga”.

Przykładem złego „sojusznika” jest Autism Speaks. Z okazji niedawnej akcji „Polska na niebiesko” nasłuchałam się, czemu są źli. Przede wszystkim – to korpo, które dobrze zarabia (zbija kapitał, i to nie tylko kulturowy) na „pomaganiu” autystom. Po drugie, autyści walczą, żeby zwalczyć przekonanie, że są chorzy na autyzm i postulują wprowadzenie rozumienia neuroróżnorodności, a tymczasem Autism Speaks walczy, żeby nie było autyzmu, bo to Zuo i Cierpienie. Wie lepiej. (Przy okazji, najmniejszym cierpieniem jest pozwolić autyście być sobą, mieć stereotypie – czyli stimy – i w ogóle zachowywać się po swojemu – ekscentrycznie – zamiast przycinać go do norm społecznych).

Szczególnie kolor niebieski, jako symbol autystów, został autystom narzucony i skojarzeniami kulturowymi wzmacnia szkodliwe stereotypy: że autyzm jest zawsze taki sam, że autyści są wyizolowani społecznie, że to problem chłopców (dziewczynki masowo nie są diagnozowane, bo prawdopodobnie z racji innej socjalizacji inaczej się zachowują). Autyści – te osoby, które zabierają głos, bo jak wiemy nie każdy może – chcą świętować na kolorowo, żeby oddać różnorodność spektrum autyzmu, ale Autism Speaks wie lepiej. W dniu autystów mój instagram był na niebiesko…

Skoro już mamy przykład, przejdźmy do sprawy dominującej na tym blogu, czyli praw pracownic i pracowników seksualnych. Istnieją sobie samozwańcze sojuszniczki, które – jak pisałam poprzednio – uciszają nas jak mogą, sprowadzając nas do „uprzywilejowanych wyjątków”. Ponieważ mogłam, zabrałam głos, powołując się na swoje doświadczenia z ostatniego roku pracy, kiedy to miałam już serdecznie dosyć spotykania się z klientami tyle lat, miałam chłopaka, chciałam seksu tylko z nim i naprawdę nie znosiłam telefonów od klientów „na dziś” w trakcie weekendów, które spędzałam z nim. Na blogu tego nie było, bo nieco wcześniej połączyłam tożsamości i straciłabym źródło dochodów. Na rzecz dyskusji cały problem zamknęłam do uprawiania seksu za pieniądze wbrew sobie.

Dłuższą wymianę zmian z samozwańczą sojuszniczką o ogromnym kapitale kulturowym – częściowo budowanym na nas – podsumował inny internauta. Sojusznik znacznie mniej znany, ale taki, który odrobił lekcję.

To jest niesamowite jakie ekwilibrystyki intelektualne ludzie stosują w tej dyskusji żeby uciszać osoby których najbardziej dotyczy ta dyskusja (od dawna wiadomo że bez przeszkadzających przedstawicieli grup o których się rozmawia przyjemniej się snuje teorie):
1: Siedź cicho bo jesteś uprzywilejowana ekonomicznie i robisz to dla przyjemności.
2: W zasadzie to sexwork pomógł mi wyjść ze skrajnej biedy i nie wybrałam go dla przyjemności tylko dlatego że czułam że to najlepsza opcja spośród tych które są dla mnie dostępne.
1: Siedź cicho bo uprawiałaś seks wbrew sobie „czyli relatywizujesz granice seksualne kobiet”.
Niesamowite. @Ludwik Trammer

Jedyne pracownice seksualne, które mogą zabierać głos według tych „sojuszniczek” – a mówimy o akademiczkach, polityczkach i innych znanych osobach z dużymi zasięgami – są osoby w sytuacji, którą intensywnie zwalczamy.

Jak myślicie, dlaczego wydałyśmy „Doświadczalnik”? Dlaczego dystrybuowany jest za darmo w necie, a dodatkowo każda pracownica seksualna, która może, dostaje – póki je mamy – darmową papierową kopię? Bo tam jest napisane, jak pracować bezpieczniej i jak radzić sobie z powszechnymi trudnymi sytuacjami. To takie źródło wiedzy, które ma za zadanie ustrzec świeżaki przed błędami, a osobom w trudnej sytuacji – otworzyć oczy, że nie jesteś skazana na przemocowego alfonsa czy wyzysk. Dodatkowo osoby z Sex Work Polska wyjeżdżają na outreach i zbierają info o sytuacjach, gdzie źle się dzieje oraz interweniują. Co ważne – w sposób opracowany wraz z pracownicami seksualnymi. Partnersko. Sprawczo. Z akceptacją. Kocham Sex Work Polska właśnie za to. Nigdy nie upupiają.

Inny przykład stosowania tej strategii to Niebieska Linia 0 800. Są dwie Niebieskie Linie, jedna przy jakiejś organizacji psychologicznej, i ta 0 800. Ta przy organizacji interweniuje na sztywno: kobieto, masz się rozstać, masz założyć mężowi Niebieską Kartę, koniec dyskusji. My wiemy, że tylko to zrobi ci dobrze. Niebieska Linia 0 800 rozmawia: a czego ty potrzebujesz w tej sytuacji?  jakich informacji potrzebujesz? a jaki pierwszy krok chciałabyś podjąć? Celem TEJ Niebieskiej Linii jest zatrzymanie przemocy. I wiele kobiet się rozstaje i uwalnia od toksycznego partnera, bo tego potrzebują i to jest najlepsza opcja w tej sytuacji, ale inne dążą do nauczenia męża, że ma nie stosować przemocy. W razie potrzeby modyfikują ten cel, ale są szczęśliwe historie. Sama mam podobną, sprzed wielu lat, tylko ja zainterweniowałam od razu. Przemocowość wyparowała z mojego kochanka bardzo szybko.

Sprawczość jest ekstremalnie ważna w przypadku dorosłych osób traktowanych źle. Bo oczywiście możesz się zabawić w Zbawcę i leczyć swoje kompleksy i karmić ego tym, że pomogłaś/eś, ale najważniejsze jest to, żeby osoba umiała pomóc samej sobie. Żeby odzyskała poczucie mocy i sama z siebie przejęła kontrolę nad życiem.

Złe sojuszniczki tego też nie rozumieją. I przyznaję – jest to lekcja trudna do opanowania. Ale pomagać trzeba umieć i nie każdy się do tego nadaje. Trzeba się nauczyć, że ludzie mają różne priorytety i jedna osoba woli pracę seksualną od mobbingu, wyzysku i zdychania po ośmiu-dwunastu godzinach dostępnego jej zapierdolu za grosze (choćby dlatego, że potrzebuje więcej pieniędzy albo więcej czasu), a inna potrzebuje lub wciąż kocha męża i nieważne, że kiedyś bił, ważne że przestał. Więc twój pomysł na „uratowanie” jest do kitu i się nie przyjmie. Po drugie, jeśli ktoś ma lichą sytuację i nie ma poczucia kontroli nad swoim życiem, to zapewne ma ten problem od dawna. Nie bądź kolejną osobą w jej życiu, która tę kontrolę odbiera, podtrzymując toksyczny wzorzec. Bądź tą, która będzie inna i zapyta „a czego ty potrzebujesz?”.

Dla wielu znanych mi osób podjęcie pracy seksualnej było metodą odzyskania kontroli. I taka fałszywa sojuszniczka jest dla nich czarnym charakterem, bo w pierwszej kolejności to ona chce im tę kontrolę odebrać i na potęgę działa w tym kierunku.

Moją faworytką jest druga gwiazda „sojusznictwa”, która pod każdą moją wypowiedzią konsekwentnie zostawiała wczoraj na fejsie reakcję XD. Piszę o traumach? XD. Piszę o potrzebach osób, którym rzekomo pomaga? XD. Zostawię was z tym ku refleksji.