Jestem młodą i ambitną kobietą, która w dzieciństwie uwielbiała „Pretty woman” i fantazjowała o pracy dziwki. Od trzech lat zarabiam na swoją przyszłość jako dziewczyna do towarzystwa. Chcesz dowiedzieć się, jak naprawdę wygląda praca seksualna? Interesuje Cię pozytywna seksualność? Poznaj polską Belle de Jour.

 

Jak trafiłam do branży?

W branżę seksualną weszłam już kilka lat temu, ale na początku ostrożnie, po palce u stóp. Choć możesz sądzić, że jestem tą wyjątkową, uprzywilejowaną farciarą, która pracuje z pasji, tak naprawdę kierował mną głód.

W tamtym czasie spotkałam się kilka razy za pieniądze, znalazłam wśród moich klientów sponsora i tyle tego było. Ale przerobiłam sobie wiele uprzedzeń i lęków i nauczyłam się, jak naprawdę wyglądają spotkania sponsorowane (uwierzcie, to nie ma nic wspólnego z potocznym wyobrażeniem). Potem pracowałam w „zwykły” sposób. A później znowu podwinęła mi się noga.

Z moim zdrowiem nigdy nie było dobrze, jednak wtedy… Nie przysługiwała mi żadna pomoc ze strony państwa poza ubezpieczeniem zdrowotnym. Nie miałam nikogo z rodziny, kto mógłby mi pomóc. Jedyna dostępna forma zatrudnienia, która uchroniła mnie od głodu i bezdomności, to były kamerki internetowe. Zarabiałam skromne kilkaset złotych miesięcznie – akurat tyle, by, z pomocą przyjaciół, jakoś przeżyć.

Po kilku miesiącach poprawiło mi się na tyle, że znalazłam zajęcie jako freelancerka. Niestety dochody pozwalały mi jedynie na opłacenie czynszu, skromnego jedzenia i najniezbędniejszych wydatków. To brzmiało super tylko na początku. Szybko zorientowałam się, że po dziesięciu latach życia w biedzie 1200 zł przychodu to o wiele za mało. Potrzebowałam kopa finansowego, żeby wydostać siebie i rodzinę z nędzy, zdobyć kwalifikacje zawodowe i zapewnić sobie byt na stałe, nawet w chorobie. Podliczyłam to. Wystarczyłoby, bagatela, sto tysięcy złotych. I tak trafiłam do agencji. Resztę historii znajdziesz na blogu.

Skąd pomysł na bloga?

Bloga zaczęłam prowadzić, kiedy zaczęłam pracować w mojej pierwszej agencji. Byłam trochę osamotniona, nie miałam z kim dzielić się swoimi myślami, trochę mi się nudziło, gdy siedziałam pod telefonem, a trochę czułam się jak badacz, który trafił na bardzo ciekawą społeczność.

Bardzo długo pisałam na Blogspocie, nieprofesjonalnie i zrywami. Dopiero niedawno zaczęłam traktować bloga jako coś istotnego. Własna domena, przeprowadzka na WordPress (niestety nie przeniosły się komentarze), fanpage… Obecnie (styczeń 2019) mam blisko tysiąc stałych czytelników, pięć-sześć tysięcy użytkowników miesięcznie*, niewielką, acz bardzo zaangażowaną społeczność i interesują się mną media, co wciąż jest dla mnie ogromnym szokiem.

W 2017 roku zaczęłam włączać się w działalność aktywistyczną na rzecz poprawy sytuacji pracownic i pracowników seksualnych w Polsce. Zaczęłam działać w przestrzeni publicznej, dołączyłam (na rok) do koalicji Sex Work Polska i trochę podziałałam jako streetworkerka. Jednak brak czasu i silny indywidualizm sprawiły, że obecnie działam raczej samodzielnie – choć nadal jestem w kontakcie z innymi aktywistkami.

* Nie dotyczy miesięcy, w których pojawiłam się w mediach, bo wtedy statystyki skaczą nawet do 20+k UU.

Co znajdziesz na escortgirl.blog?

Coś wciąż absolutnie unikalnego w Polsce: autentyczną historię pracownicy seksualnej, żyjącej tu i teraz, gdzieś obok Ciebie. Bez upiększeń i epatowania wulgarnością. Opowieść, której czytania nie musisz się wstydzić przed znajomymi i która poszerzy Ci horyzonty. Oraz niejednokrotnie zaskoczy.

Do wpisów przemycam także sporo przystępnie podanej wiedzy o seksie oraz przemyślenia o społeczeństwie – efekt studiów, szkoleń (tak, jestem escortką,  która była na szkoleniach o stawianiu granic w łóżku, bezpieczniejszym seksie i świadomym kinku) oraz prywatnych zainteresowań. Nie musisz się ze mną zgadzać, ale na pewno nie będziesz się nudzić!

Bloga prowadzę w starym, pamiętnikowym stylu, dzięki czemu możemy nawiązać autentyczną więź. Jest kameralnie i intymnie, a komentatorzy dobrze się znają i tworzą małą, ale zgraną społeczność, do której w każdej chwili możesz dołączyć. Oczekuję od Ciebie tylko kultury osobistej i szacunku do drugiego człowieka.

Integralną częścią bloga jest Ask Me Anything, gdzie możesz zadać mi dodatkowe pytania – zupełnie anonimowo.

W kwietniu 2018 roku zostałam zauważona przez portal Influencer.pl i nominowana do udziału w rankingu najlepszych polskich blogów o seksie. Zajęłam 11. miejsce.

Jaka przyświeca mi teraz misja?

Nie mogę spać, kiedy ktoś wpływowy wygaduje bzdury o pracownicach seksualnych. Reaguję ostro na ignorancję i niesprawiedliwość. Lubię edukować świat.

Bliskie są mi ideały pozytywnej seksualności, czyli założenia, że wszytko, co dzieje się między świadomymi i zgodnymi dorosłymi i mieści się w granicach rozsądku i prawa jest OK. Chciałabym rozpowszechniać to podejście.

Zależy mi, żeby ludzie realizowali się seksualnie, dbali o swój dobrostan fizyczny i psychiczny i umieli być w satysfakcjonujących związkach.

I dlaczego właśnie Święta Ladacznica?

1.

Współcześnie kobietom pozwala się funkcjonować w trybie albo-albo. Może być albo Świętą, Madonną, nietkniętą, albo Ladacznicą, Zdzirą, Szmatą. To dwie różne kasty, które w jednej kobiecie nie powinny się łączyć, chyba że za sprawą Tego Jedynego („Z tej świętej, którą zapraszał na kolacje i do kina, tylko on ma prawo zrobić ladacznicę. Nikt inny.” @proseksualna; „- Ale przecież mężczyzna chce mieć Madonnę i ladacznicę w jednym! – Tak, ale ladacznicę tylko w jego łóżku.” @Lew-Starowicz).

Wielu mężczyzn ma tak zwany w seksuologii syndrom Madonny i ladacznicy, czyli wierzą w ten kastowy podział. Seks uprawiają z Ladacznicami, ale chcą poślubić Świętą. Bo matka jego dzieci Ladacznicą być nie może! Musi być dziewicza, nietknięta, niewinna. Sama też w to wierzyłam: miałam przekonanie, że ponieważ mój apetyt na seks jest bardzo duży, a ograniczenia nikłe, nie znajdę nigdy „porządnego mężczyzny”, bo należę do kasty Ladacznic.

Przepracowałam to. Zintegrowałam w sobie Świętą: porządną dziewczynę z dobrego domu i Ladacznicę: wyuzdaną, wolną, swobodną. Nie należę do nikogo, ale mogę się połączyć z każdym, kogo zapragnę i kto zapragnie mnie. Jestem Świętą Ladacznicą.

2.

Dawno, dawno temu, kiedy jeszcze nie było patriarchatu, do seksualności podchodzono zgoła inaczej. Obecnie seksualność należy do strefy profanum, ale kiedyś była sacrum, świętością. Także, a raczej zwłaszcza, kobieca seksualność – źródło życia. Wyznawano Boginię, która była sama dla siebie, niezależna, spełniona – wolna od potrzeby posiadania męskiego dopełnienia. Istniały też wtedy specjalne, namaszczone kobiety – kapłanki Bogini, które pracowały ze świętą energią seksualną i dzieliły się nią ze światem.

Taką Boginią była między innymi Isztar albo Inanna ze środkowego Wschodu. Jej kapłanki oddawały się mężczyznom, dzięki czemu również oni mogli dotknąć świętości. Istniał też rytuał świętego małżeństwa (hieros gamos), zgodnie z którym każda kobieta, która pragnęła zasłużyć na tytuł dziewicy – rozumiany wówczas zupełnie inaczej, jako „kobieta niezamężna / niepotrzebująca męża” – musiała przynajmniej raz w życiu iść do świątyni Isztar (lub, w Grecji, Afrodyty) i oddać się obcemu mężczyźnie. Akt ten czynił jej seksualność świętą.

Współcześnie to zjawisko określa się niesłusznie „prostytucją świątynną” i postrzega bardzo negatywnie. Tymczasem postać kapłanki seksualności, która umożliwia mężczyznom kontakt z kobiecym bóstwem i odnowienie sił życiowych, jest mi bardzo bliska. Osobiście raczej staram się honorować męskość swoich kochanków, ale na pewnej płaszczyźnie czyż nie jest to tym samym?

Takie kapłanki seksualności były obecne także w pradawnej Polsce! Istniała bowiem słowiańska boginii Lada/Łada, a jej kapłanki (Lada-Czcice) były odpowiedzialne za edukację seksualną i chłopców, i dziewcząt (więcej). Jedna ze świątyń Łady znajdowała się na Jasnej Górze…

Iza Cisek-Malec, coach ciała i seksualności, wychodzi z założenia, że Świętą Ladacznicą może zostać każda z nas. Każda z nas może odnaleźć w sobie pradawną seksualną dziewicę: kobietę samą dla siebie, niezależną od mężczyzny, ale zdolną do wchodzenia z nim w miłosne i seksualne relacje. Dla chętnych regularnie oferuje warsztaty pozwalające zintegrować swoją kobiecą seksualność: Święta Ladacznica w Tobie, czyli powrót do boskiej seksualności, a absolwentki jej kursu tworzą Sieć Świętych Ladacznic i pozostają ze sobą w kontakcie.

No dobrze, a co dalej? Do czego zmierzasz?

Pytasz o moje plany na przyszłość? Nie zamierzam wracać na jakiś etat, choć mogłabym sobie na to wreszcie pozwolić. To by mnie rozproszyło. Chcę zrobić kilka kosztownych szkoleń i opanować nowy wymarzony zawód, założyć własną firmę i zarabiać tyle, co teraz – a z czasem jeszcze więcej. Marzy mi się biznes częściowo online. Co stoi na przeszkodzie? Ostatnio głównie zaburzenia hormonalne, przez które często zarabiam mniej niż wynosi utrzymanie mnie i rodziny (ale korpo wciąż wypada gorzej, bo zabiera czas). Spowalnia mnie także brak wiary w to, że już jestem dostatecznie dobra, żeby poczynić pierwsze kroki. Nad tym drugim właśnie intensywnie pracuję.

Mam rozpisany bardzo dokładny plan działania i wytrwale go realizuję, choć w trakcie pisania bloga kilka razy uległ modyfikacjom. Jestem zdeterminowana jak bohaterki amerykańskich historii sukcesu. Nie wyobrażam sobie, że miałabym zrezygnować ze swoich marzeń i z godnego życia, pracując byle gdzie za dużo poniżej średniej krajowej. Już tak żyłam. Byłam głęboko nieszczęśliwa, a towarzyszący temu stres zagrażał mojemu zdrowiu.

Lubię moją obecną pracę, nawet bardzo, ale to nie jest moja przyszłość. To nie jest niczyja przyszłość: kto widział siedemdziesięcioparoletnią escort girl? Emerytura w tym sektorze usług przychodzi wcześnie, ale… wynosi okrągłe zero złotych. Trzeba mieć alternatywę. Ja mam.

Jeszcze o mnie usłyszysz.