Praca nad rozkręceniem firmy okazuje się jednak bardzo angażująca. Dopracowanie strategii, działania marketingowe, aktywne pozyskiwanie pierwszych klientów, douczanie się w locie rzeczy, które nagle okazały się potrzebne lub będą potrzebne za moment, networking biznesowy… To wszystko sprawia, że w tygodniu pracuję od rana do nocy z przerwami na głaskanie zwierzątek, chłopaka, jedzenie i sen.

Okazało się, że zwyczajnie nie mam głowy do pracy seksualnej. W weekend miałam bardzo miłe spotkanie z pewnym starszym dżentelmenem, ale trochę mnie ono przerosło mentalnie, bo weekendy jednak wolę spędzać teraz inaczej: łapiąc oddech. Poza tym rozpraszają mnie telefony.

Całą niedzielę myślałam, kalkulowałam, dyskutowałam do późnej nocy z moim zaprzyjaźnionym doradcą biznesowym i postanowiłam wdrożyć pewną rewolucję:

Idę na urlop.

Tak, aż do odwołania nie będę pracować seksualnie. Nie umiem w tym momencie pociągnąć dwóch aktywności biznesowych, a moja firma ma priorytet.

Zobaczymy jeszcze, kiedy wrócę, choć pewnie w okrojonym zakresie i z trochę zmienioną ofertą. Ale w sumie nie chcę o tym myśleć, żeby się nie rozpraszać.

W ogóle to wiecie, okazało się, że mam strasznie dużo użytecznych i rozwijanych przez ostatnie lata umiejętności. Moja strategia poświęcania czasu wolnego na rozwój i próby wystartowania z czymś po godzinach wyraźnie owocuje.

Z innych newsów: byłam w zeszłym tygodniu w PKD na Jana Pawła II: wszystkie wyniki wyszły znowu negatywnie. A Wy kiedy się ostatnio badaliście na HIV i inne choroby? Pamiętacie mój tekst o tym, że to ważne nawet jak mieliście w życiu raptem kilku partnerów seksualnych?

W ogóle jeśli się martwicie, co z moim pisaniem… Blog pozostanie pewnie aktywny, ale będę na nim relacjonować swoją podróż w kierunku nowej kariery zawodowej, no bo o klientach kupujących seks nie mam co teraz pisać.