Zetknęłam się dzisiaj z historią z życia wziętą: szantażysta, ma zdjęcia, uzyskuje darmowy seks „bo jak nie, to powiem innym”. Rzeczywistość wielu pracownic seksualnych. W moim przypadku było to ukradkowe nagranie, dawno temu.

Co robić, jak ci się taki szantażysta przyplącze?

Szantaż tego typu polega na tym, że typ łamie prawo, żerując na strachu osoby szantażowanej. To daje nam dwie opcje powstrzymania problemu. Możemy go albo pogonić prawem (na takie zachowania są paragrafy), albo przestać się go bać. Albo po prostu zadziałać dwutorowo.

Jeśli chodzi o pogonienie prawem, polecam gorąco koalicję Sex Work Polska albo La Stradę: obie organizacje pomagają pracownicom seksualnym w trudnych sytuacjach, znają temat i mają dostęp do specjalistów, w tym prawnika, który nakreśli ci kontekst prawny i możliwe strategie działania. Ja dzisiaj skupię się na strachu.

Zaczynając pracę seksualną, musisz liczyć się z tym, że ta część Twojego życia się kiedyś wyda. W trakcie pracy albo wiele lat później. Musisz być na to gotowa, przynajmniej psychicznie. Może ujawni Cię były klient, może przypadkiem ktoś rozpozna Cię na zanonimizowanych zdjęciach (mnie rozpoznała osoba, której nie lubiłam, ale prawie zachowała to dla siebie; szczęśliwie osoba uszczęśliwiona tą informacją już wiedziała), może zdradzisz komuś sekret i ta osoba okaże się niegodna zaufania, może Twój klient okaże się Twoim znajomym… a może spotkasz szantażystę, który (to rzadkie, ci ludzie to często tchórze) nie poprzestanie na groźbach.

Jeśli działasz na kamerkach, to może wycieknie Twoje nagranie z twarzą czy charakterystycznym tatuażem albo geoblokada okaże się nieskuteczna, bo zablokujesz Polskę, a Twój wujek w delegacji do Niemiec wejdzie na Twoją transmisję.

Itd.

No po prostu – ludzie mogą się dowiedzieć. I cóż, będziesz musiała z tym żyć. A jeśli myśl o tym Cię przeraża – to nie jest dobry moment, żeby zaczynać pracę seksualną (o ile jeszcze jesteś na etapie wahania się). Są historie, że dziewczyna straciła dom czy rodzinę, bo ktoś z rodziny się dowiedział, nie zaakceptował, wolał się wyrzec dziecka niż pogodzić z faktami. Rozwody motywowane przeszłością partnerki też się zdarzają. Utrata pracy czy dostępu do jakiejś ścieżki kariery, na przykład w zawodach zaufania publicznego – cóż, też tak bywa. Weź to pod uwagę, rozważając, czy praca seksualna jest dla Ciebie.

Szantażyści o wszystkich tych możliwych scenariuszach doskonale wiedzą. Wiedzą też, że statystyczna pracownica seksualna typu escort nie ujawniła się nikomu lub prawie nikomu. A część z nas jest tak naiwna, że podaje „zaufanym” klientom swoje dane osobowe… bo on był miły… Albo daje się je znaleźć na Facebooku po służbowo-prywatnym numerze telefonu. Albo w ogóle podają klientowi numer prywatny, bo znowu „był miły”, „fajnie się gadało”… Etc. Albo wysyłamy zdjęcia z twarzą, bo inaczej się z nami nie spotka i nie zarobimy. Lub zgadzamy się na fotki/filmy do użytku prywatnego. Wszystko to – kiedy teoretycznie pracujemy w tajemnicy.

Same wystawiamy się na tacy.

No i potem taki szantażysta ma materiał do szantażowania. Zrób to, bo upublicznię zdjęcia. Zrób to, bo powiem twojej mamie. Zrób to, bo w twojej drugiej pracy tłumacza przysięgłego wszyscy się dowiedzą, byłem na twojej stronie i wiem, kto jest twoim klientem.

Czasami jest jeszcze inaczej: materiały szantażysty to zerowe dowody, a on sam nic o tobie nie wie, ale paniczny strach przed ujawnieniem upośledza twoje logiczne myślenie.

Najskuteczniejsza metoda na szantażystę typu „powiem, udostępnię, wszyscy się dowiedzą” to odpowiedzenie mu, jak tylko pierwszy raz wyskoczy z taką groźbą: „spoko, zrób to”. I odmowa spełnienia jakichkolwiek jego żądań. Najprawdopodobniej zrezygnuje, bo zobaczy, że nie jesteś typem ofiary.

Jeśli ustąpisz raz, drugi, trzeci – będzie ci trochę trudniej udowodnić mu, że już się nie boisz. Ale odmowa to nadal odmowa, tylko musisz być twarda. I jak najszybciej się go pozbyć (rozłączyć, wyprosić, zablokować), bo będzie próbował cię przekonać, że to jego jest na wierzchu i masz się czego bać. Ale jeśli nie ulegniesz, to w końcu się znudzi i poszuka innej ofiary. Naiwniejszej i łatwiejszej w obsłudze.

O mnie nie wszyscy wiedzą, ale na przykład gdy ostatnio wchodziłam do nowego środowiska towarzyskiego, to miałam w profilu napisane, kim jestem z zawodu, informowałam o tym w dyskusjach i odpowiadałam szczerze na pytania „co robisz”. Było trochę hejtów, poradziłam sobie, zyskałam sympatię oraz sojuszników i teraz czepiają się mnie ze dwie osoby typu „dowalę każdemu” – coraz rzadziej, bo nie reaguję. Nie wszędzie tak się da, nie każdy może sobie na to pozwolić… ale jakby informacja wypłynęła w jakimś mniej przyjaznym gronie, to mam oparcie w tej grupie – oraz w paru innych. Oraz, co też bardzo ważne, w ten właśnie sposób wytrenowałam w sobie umiejętność odpowiadania spokojnie na nienawistne teksty i robienia dalej swojego.

Szantaże? Zieeeew.

Zresztą wielu klientów dowiedziało się z rozmowy, że generalnie to ludzie o mnie wiedzą. Jeśli był wśród nich ktokolwiek, kto badał grunt (łatwa ofiara czy twardy orzech do zgryzienia?) to musiał sobie poszukać kogoś innego.