Lifestyle pracownic seksualnych budzi ogromne zainteresowanie. Czy naprawdę przyjmują po kilkunastu klientów dziennie? Czy są zmuszane do pracy?

Cóż, i tak, i nie. W swojej karierze poznałam dwie dziewczyny, które musiały obsługiwać więcej klientów niż by chciały – obie bez większych trudów odeszły ze swojego miejsca pracy, tak jak ja odeszłam w końcu z agencji reklamowej, gdzie doznawałam mobbingu. Wszystkie trzy największy problem z odejściem miałyśmy w głowie.

Oczywiście są i gorsze przypadki, ale większość z nas ma nudne, szare życie, o którym nie da się sklecić dobrego materiału, który przyciągnie szeroko rozumianą publikę.

Nigdy nie napisałam Wam, jak mijały moje dni w czasach utrzymywania się wyłącznie z escortingu. Dziś nadrobię zaległości. Na tapetę idzie dzień powszechny. Weekendy przez ostatni rok spędzałam z chłopakiem, więc jedyne, co mogę o nich napisać na tego bloga, to „telefon od klienta przerywa nam oglądanie Black Mirror, zbieram się i wychodzę”.

Godzina 11. Otwieram oczy. Jestem wyspana, spokojna i w dobrym humorze – jak każdy nocny marek, który żyje zgodnie ze swoim chronotypem. Głaszczę zwierzaka, karmię go, zaparzam sobie kawę. (Wtedy jeszcze miałam kawiarkę, niedawno ją spaliłam. Trzeciego razu nie przeżyła).

Godzina 11.30. Dzwonię do najbliższego przyjaciela, gadamy sobie o wszystkim i niczym. Dość długo.

Godzina 12.15. Sprawdzam Fejsy i Instagramy, a także skrzynki pocztowe. Wsiąkam w oglądanie Insta Stories pań, które prowadzą z sukcesem biznesy i dzielą się kulisami swojej pracy. Zaglądam też na grupę dla pracownic seksualnych i udzielam się w dyskusjach o tym, jak radzić sobie z trudnym klientem i gdzie najlepiej zbadać się na STI za darmo w Warszawie.

Godzina 13. Przypominam sobie, że dziś premiera nowego odcinka mojego ulubionego serialu. Loguję się na Netfliksie. Pauzuję na chwilę, żeby odebrać telefon od klienta. Zapisuję go w kalendarzu wraz ze szczegółami spotkania.

Godzina 14. Jest strasznie późno, czytaj: wreszcie dobudziłam się do końca. Cały czas mam w głowie przekonania z doktryny skowronków, mimo że od lat żyję w swoim rytmie. Idę po coś do zjedzenia i po herbatę w giga kubku, a następnie siadam do pracy i nauki. Co jakiś czas odpisuję koleżance na Messengerze – odreagowuje absurdy pracy w korpo. W pewnym momencie dzwoni klient typu erotoman gawędziarz, wyrywając mnie z rytmu pracy. Spławiam go szybko pytaniem o planowany termin spotkania. Nie dąży oczywiście do umówienia się, więc go uprzejmie żegnam.

Godzina 18. Pora szykować się na spotkanie na 20. Odświeżam sobie szczegóły randki, sprawdzam dojazd na jakdojade.pl, idę ogarniać higienę i wygląd. Pięć minut kompletuję ubranie: mam straszny bałagan w bieliźniarce i trudno znaleźć mi komplet bielizny, a potem zastanawiam się nad sukienką i marudzę, że nie mam co na siebie włożyć. Nie spieszę się, więc znajduję czas na rozmowę telefoniczną z drugim przyjacielem. Tuż przed wyjściem karmię zwierzaka – wygląda na zadowolonego ze wcześniejszej kolacji.

Godzina 19.15. Wychodzę. W komunikacji miejskiej słucham muzyki i odpowiadam na SMS-y i WhatsAppy od klientów.

Godzina 20. Rozpoznaję klienta w lobby hotelowym, idziemy coś zjeść do pobliskiej restauracji, gdzie zrobiłam rezerwację. Gadamy o podróżach, biznesach, sytuacji politycznej i potrawach, które nam serwują. Klient pokazuje mi zdjęcia swojego psa na komórce.

Godzina 21.40. Idziemy na górę do pokoju hotelowego, gdzie tradycyjnie oglądam widok z okna. Jeśli klient jest z tych, co korzystają z barku, wypijam Red Bulla. Jeszcze trochę gadamy, a potem klient pyta „to pokaż, co tam masz w torebce”. A że w torebce mam akcesoria erotyczne, to reszta wieczoru mija na ich aktywnym wykorzystywaniu.

Godzina 23. Zamawiam taksówkę i wracam do domu, meldując się, że jest ok, było jak zawsze miło etc.

Godzina 23.30. Zaparzam sobie wieczorną herbatę i rzucam się przed laptopa pisać notkę na blogu, bo coś podczas spotkania mnie zainspirowało.

Godzina 0.30. Publikuję wpis i oczywiście zapominam o nim napisać w mediach społecznościowych. Zaglądam jeszcze na Facebooka, a potem sięgam po książkę i w tym momencie dzwoni mój przyjaciel, który też jest nocnym markiem i widzi na Messengerze, że jeszcze nie śpię. Gadamy godzinę, a potem idę spać.

***

I weźcie teraz taką rutynę (bo mówimy o paru latach) i zróbcie z tego sensacyjny produkt dla masowego klienta zainteresowanego „brutalnym światem usług seksualnych”, nie zniekształcając mojego codziennego stylu życia.