Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

W centrum zainteresowania

Choć Sex Work Fest był dość kameralną imprezą, media nagle podchwyciły temat i kilka z nich przygotowuje materiały o pracy seksualnej. Nie wiem, czy życzyłyby sobie zapowiedzi, więc na razie szszsz, ja nic nie wiem 😉 W każdym razie niebawem będę linkować – i być może komentować – nowe rzeczy.

Niestety „nic o nas bez nas” okazuje się trochę trudne w realizacji: jako grupa społeczna jesteśmy na etapie, kiedy chcielibyśmy dobrych materiałów, ale jeszcze brakuje nam obycia medialnego i osób, które czułyby się bezpiecznie i komfortowo z udzielaniem wywiadów, zwłaszcza kiedy nie mamy pewności co do danego medium. Przydałyby się nam szkolenia. Tylko kto je nam zrobi? (Jeśli o kimś wiecie – dawajcie znać!)

Poza tym nie mam pewności, czy to dobrze, że zaczyna się o nas mówić. Temat jest chwytliwy i chyba chętnie czytany, ale polityczny klimat… oj. Kobietom odbierają prawo do samostanowienia o swojej płodności (jeszcze rozumiem kontrowersje związane z aborcją – sama jestem oczywiście za prawem wyboru – ale antykoncepcja?!), geje i lesbijki niedawno spotkała przykrość ze strony sądu, który stwierdził, że gościa promującego „leczenie homoseksualizmu” nie można nazywać hochsztaplerem, a tu nagle, uwaga, seksworkerki biorą się za swoje prawa!

Boję się. To trochę straszne, ale żyjemy w kraju, w którym cieszę się, że politycy interesują się nami tylko wtedy, kiedy chcą sobie ulżyć. I choć ja bym bardzo chciała włączyć się do aktywizmu na hura, rozkręcić coś, podziałać, zmienić, to nagłe zainteresowanie ze strony mediów budzi mój silny niepokój. Jesteśmy bardzo łatwymi ofiarami. Chciałabym być głupią dwudziestolatką, która w tym momencie odpowie „no właśnie, i dlatego trzeba to zmienić!”, ale to już nie ja.

Oprócz tego ja już trochę w życiu podziałałam i naprawdę chciałabym teraz pożyć na obrzeżu, zajmując się swoimi sprawami i dorzucając swoje cegiełki w wolnych chwilach… Ale aktywizm na rzecz pracownic i pracowników seksualnych raczkuje do tego stopnia, że skromna blogerka  jest obiektem zainteresowania mediów.

A propos własnych spraw. Dziś usiadłam z Excelem, programem finansowym, notatnikiem i kalkulatorem i zaczęłam planować, liczyć i… łapać się za głowę. Kwiecień szykuje mi się bardzo pracowity. Muszę zarobić niesamowite ilości gotówki, żeby spiąć nadszarpnięty w zeszłym miesiącu budżet, a oprócz tego mam wiele innych rzeczy do zrobienia. Naukę, sprawy rodzinne, pozostałe źródła dochodu… Ojć. Jak nigdy przydałaby mi się dobra organizacja. Niestety kiedy rozdawali ten talent, ja stałam w kolejce po promienny uśmiech i postawę „jakoś to będzie”. No i na pewno będzie, tylko trzeba ciężko harować.

A dzisiaj, jak na złość, telefon zadzwonił raptem kilka razy, w tym dwukrotnie z nieśmiertelnym pytaniem o seks bez gumki. Pechowo nie oferuję. Za to ostatnia rozmowa była bardzo sympatyczna i jestem z niej zadowolona, bo nie tylko wygląda na to, że pozyskałam chętnego, ale też trochę się przy okazji nauczyłam o tym, jak rozmawiać z klientami-wyzwaniami, żeby zwiększać ich zainteresowanie. Cały czas się rozwijam i szlifuję swoje umiejętności. Przyznam przy okazji, że czasem brakuje mi bardziej doświadczonej osoby, która stałaby obok i w razie potrzeby podpowiadała to i owo.  Niestety mentoringu dla seksworkerek jeszcze w Polsce nie grali.

  • Zdzisław Śmietana

    Wniosek z tego wpisu? Za mało głupich dwudziestolatek pracuje w Twoim zawodzie. 😉