Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Czego praca seksualna nauczyła mnie o seksie?

Zanim zaczęłam pracować seksualnie, byłam grzeczną dorosłą dziewczynką z niegrzecznymi fantazjami i intelektualnym zainteresowaniem seksem. Mam na myśli to, że chętnie czytałam o ludzkiej seksualności, ale żyłam w świecie swojego umysłu. Uważałam się za otwartą, ale miałam bardzo dużo „ja bym nigdy…!”.

W towarzystwie przestrzegałam niepisanych zasad. Pamiętam, jak poruszona, nawet zbulwersowana byłam tym, że dwoje moich znajomych odnalazło się na imprezie i zaczęło bardzo namiętnie całować w kącie zanim wpadli w końcu na pomysł, że może warto się teraz pożegnać z towarzystwem i pojechać do siebie. No dobrze, miałam wtedy zaledwie osiemnaście lat, a znajomi trzydzieści z okładem – takie mieszane towarzystwo – ale przez następne kilka lat niewiele się zmieniłam. Jeśli się bawić – to prywatnie. I raczej we dwoje. Mogłam czytać i fantazjować o trójkątach, czworokątach i innych wielokątach, ale „ja bym nigdy…!”. Zresztą wczesne praktyki pokazywały, że nie za dobrze się w takich układach czuję.

A potem przyszła praca seksualna. Wraz z nią nadeszło wyzwolenie. Nagle okazało się, że mogę realizować swoje fantazje, bo to przecież… obowiązki służbowe. Znalazłam też mężczyzn, w tym mojego wieloletniego sponsora i kochanka, z którymi mogłam pozwalać sobie więcej. Może warto tu dodać, że mężczyźni też mieli zahamowania, które odblokowywały im się w mojej obecności: pracownicy seksualnej. Ostatecznie byłam puszczalska, tak? Czyli ze mną mogli realizować te fantazje, których raczej nie wyjawiliby partnerce… W ten sposób nakręcaliśmy się wzajemnie.

W tym rozdwojeniu – w pracy otwarta, w życiu osobistym poprawna – funkcjonowałam dość długo. Granice nie były ostre i cały czas ewoluowały w kierunku stawania się coraz większą ladacznicą, ale jeszcze dwa lata temu nie poważyłabym się na wiele zachowań z mojego obecnego życia. Jeszcze dwa lata temu zbulwersowałam się tym, że moja znajoma na wyjeździe nie wróciła na noc do pokoju, bo spędziła tę noc z kimś, kogo dopiero co poznała i z kim nie planowała związku. To znaczy oczywiście nic nie powiedziałam, nawet cieszyłam się, że się dobrze bawiła, ale coś we mnie wołało, że „ja bym nigdy…!”. A skoro tak, to czemu ona mogła?!

Dziwiła mnie też bardzo jeszcze kilka lat temu kultura gejowska. Istnieją w niej całe paczki przyjaciół i znajomych, gdzie każdy z każdym kiedyś poszedł do łóżka. Totalnie bez zobowiązań. Kiedyś szłam przez miasto z takim jednym znajomym (notabene, bardzo chętnie bym się z nim przespała, ale raz, że nie był bi, a dwa, że byłabym zbyt skrępowana przed i po, żeby do czegokolwiek doszło). Opowiadał mi o swoich relacjach. Mówił, że ma takiego Maćka, który jest jego najlepszym przyjaciele. Przespali się kilka razy i co z tego. Dodał też, że i on, i Maciek mają innego kumpla, z którym też co nieco się wydarzyło. A ja na to: aha, aha, okej, w porządku, za to w tle: yyyyy, jak toooo?

Te różne głosy i role, i niesamowita hipokryzja – to nic dziwnego w naszej kulturze. Jesteśmy przyuczani do monogamii, „szanowania się” i chodzenia do łóżka z miłości, albo przynajmniej dlatego, że jesteśmy w związku. Seks dla seksu to chodzące zło. Seksualne zachowania dorosłych ludzi w miejscach do tego przeznaczonych, jak na przykład klub swingerski czy sauna gejowska – wciąż potrafią szokować. Nie jestem z bardzo wierzącej rodziny i wiem, że zagorzałe często katoliczki mają gorzej. Tak samo ci zakłamani katolicy, o których rozmawialiśmy niedawno: najpierw zgrzeszą, a potem oczyszczą sobie sumienie nawraceniem kobiety, z którą grzeszyli, na właściwą drogę. Dojrzewanie w naszej kulturze jest trudne.

Tak więc kiedyś potrzebowałam pracy seksualnej, żeby się wyzwalać. To był taki pretekst do co bardziej niegrzecznych zachowań. Okazja do realizacji fantazji, których inaczej nie dałabym rady zrealizować oraz do uprawiania seksu dla samego seksu. Bo o ile mężczyznom wolno się puszczać, o tyle kobiety wciąż są bardzo ograniczone i mnie też ta socjalizacja porobiła w głowie mnóstwo blokad i zakazów.

Z czasem nauczyłam się je rozpoznawać. Są rzeczy, które mnie po prostu nie interesują. Ale są również takie, przy których włącza mi się emocjonalne „ja bym nigdy…!”. Jest tam lęk, bulwers, ekscytacja, czasem potępienie. Te drugie to właśnie to, na co miałabym ochotę, ale sobie tego sama zakazałam. Na szczęście jest ich coraz mniej. Zaczynam bawić się seksualnością jak dorosła osoba – bez zakazów i nakazów, odpowiedzialnie, ale z przytupem. I na luzie.

Od niedawna mam nowego kochanka. Klasyczne Friends With Benefits. Bodajże pierwsze w moim życiu, gdzie nie ma historii emocjonalnej lub finansowej. Było między nami sporo seksualnego napięcia, które wychodziło w naprawdę dziwny sposób, powodując kilka trudnych do wyjaśnienia konfliktów. W końcu pogadaliśmy sobie i ustaliliśmy, że żadne z nas nie chce się wiązać z tym drugim, nie jesteśmy w sobie zakochani, nie planujemy wspólnej przyszłości i generalnie nic z tego nie będzie. Zaraz po oczyszczeniu atmosfery wylądowaliśmy w łóżku. Teraz działamy zupełnie spontanicznie.

Stosunkowo niedawno zaczęłam też dzielić się swoją seksualnością z innymi. Nie zawodowo, a prywatnie. Nie limituję jej dla wybranej osoby, okradając przy okazji siebie samą z przyjemności kontaktu z różnymi innymi ludźmi (poli, ale nie poli). Tu buziak, tam dotyk, ten czy ów fetysz, jakaś niewinna chłosta… Bardzo przyjemne uczucia.

I pomyśleć, że kiedyś chciałam spędzić całe swoje życie z jedną osobą…

  • Libertyn

    Ludzie się zmieniają. Tak samo ich preferencje. Zwłaszcza g

  • > Dziwiła mnie też bardzo jeszcze kilka lat temu kultura gejowska.
    Istnieją w niej całe paczki przyjaciół i znajomych, gdzie każdy z każdym
    kiedyś poszedł do łóżka.

    Sądzę, że dotyczy to każdej niezbyt licznej grupy dorosłych ludzi. Np. o gotach jeden mój znajomy powiedział:

    „W subkulturze gotyckiej związki rozgrywane są metodą pucharową.”

    Jeśli w jakimś mieście mieszka milion ludzi, szansa, że Twój obecny i Twój były się znają, jest minimalna. Ale jeśli z tego miliona wybierzesz 100 osób, które razem imprezują i wchodzą w związki głównie z osobami z własnej grupy, to siłą rzeczy każdy będzie każdego znał.