Do czego mamy prawo. O mówieniu „nie” klientom

mar 4, 2015 | Praca seksualna od środka | 0 komentarzy

Nie tak dawno temu byłam świadkiem burzliwej dyskusji o prawach pracownic seksualnych do samostanowienia o swoim ciele.
Spór kręcił się wokół tego, czy pracownik seksualny ma prawo odmówić świadczenia usługi, a jeśli tak, to kiedy. A kiedy nie.
Jedna osoba upierała się, że pracownica seksualna zawsze ma prawo wycofać zgodę, dwie inne twierdziły natomiast, że nie. Że to jest umowa między nią a klientem i że ma obowiązek jej dotrzymać.
Nie chciałam się odzywać, zresztą i tak by mnie zakrzyczeli.
W praktyce do tej pory raz powiedziałam „nie” klientowi w trakcie spotkania. Był pijany i tak chamski, że mdliłoby mnie w trakcie stosunku. Poza tym zaczynałam się go bać.
Co się działo później?
Wyszłam z hotelu, zwracając klientowi pieniądze za niewykorzystany czas spotkania. Nie przyjął tego najlepiej („szmato”), ale do drastycznych scen nie doszło.
Klienci są w większości doświadczeni i wiedzą, żeby zapytać co oferuję. Potem trzymają się wyznaczonych ram spotkania.
Czasami zadają pytania. Czasami próbują coś wynegocjować.
Wielokrotnie mówiłam „nie” klientom, którzy nalegali na coś, czego nie zwykłam robić. Był to albo stosunek bez zabezpieczenia (idioci), albo stosunek analny.
Czasami musiałam powiedzieć „nie, naprawdę nie. nawet dla ciebie, kochanie”, żeby przyjęli odmowę do wiadomości. Uległe sierotki Marysie miałyby w branży problem – tu naprawdę trzeba pilnować swoich granic. Bo jeśli się ich nie upilnuje, to podniecony klient może nie pomyśleć, by zrobić to za ciebie.
Mam zasadę, że z klientami zgadzam się tylko na to, co zrobiłabym za darmo. Wyjątkiem są gry, które mnie nie kręcą, ale mogę się w nie pobawić dla zabawy. Na przykład nie pociąga mnie fetyszyzm stóp, ale nie mam nic przeciwko temu, żeby fetyszysta przyszedł do mnie na sesję.
Seksu analnego nie lubię, więc go nie oferuję.
Świetnie wiem, że mam prawo mówić „nie”.
Moja koleżanka, bardziej doświadczona, też wie, że ma prawo mówić „nie”, jeśli nie ma na coś ochoty. Seksu analnego nie lubi, chyba nawet bardziej niż ja.
Ale wie, że jest ochota i ochota.
Moja koleżanka ma stawkę 120 zł, co oznacza, że do ręki dostaje 60 zł.
Za seks analny oczekuje dopłaty 100 zł.
Wszystkie dopłaty i napiwki dziewczyny tradycyjnie zatrzymują dla siebie.
To oznacza 160 zł zamiast 60. Blisko trzykrotnie więcej.
Moja koleżanka ma kredyt hipoteczny.
Czy muszę mówić więcej?
Pracownica seksualna ma prawo nie zgadzać się na coś, czego nie lubi. Jeżeli coś pójdzie nie tak, ma prawo wycofać zgodę w trakcie.
Ale ma też prawo powiedzieć „tak”, kiedy myśli „nie”.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *