Miałam dzisiaj przemiłe spotkanie z człowiekiem, który nie władał żadnym znanym mi językiem.
Zaczęło się od tego, że z koleżankami weszłam do pokoju, w którym czekało trzech klientów – po jednym dla każdej z nas. Od razu w oczy wpadł mi jeden: siedział w kącie, nosił okulary i miał wypisaną inteligencję na twarzy. A, jak łatwo zgadnąć, kręci mnie inteligencja. Miałam nadzieję, że przypadnie mnie – i tak się stało, zainteresowanie było wyraźnie wzajemne, bo w pewnym momencie podszedł do mnie i ujął mnie za ramię. Poprowadził do swojego pokoju i już w drzwiach okazało się, że (pozornie) nie mamy wspólnego języka.
Ale nie rozmowa o Szekspirze czy Dostojewskim była celem naszego spotkania, tylko przyjemność cielesna. A język dotyku, spojrzeń, uśmiechów i pocałunków jest językiem ponad wszelkimi podziałami.
Przeżycie z nim było nieziemskie, także dlatego, że prawie milczeliśmy, wiedząc, że nie ma sensu się odzywać, bo to drugie i tak nic nie zrozumie. Zamiast tego patrzyliśmy sobie w oczy, całowaliśmy się, pieściliśmy… Podczas tych kilkudziesięciu minut umówionego spotkania stał mi się bardzo bliski i jestem pewna, że to również było wzajemne. Było nam ze sobą bardzo dobrze – wymienialiśmy między sobą czułość, troskę i zaufanie, a na zakończenie wtuliliśmy się w siebie i przysnęliśmy.
Zanim wyszłam, pokazał mi zdjęcia swojej żony i ukochanego synka. Jestem pewna, że jest dla nich równie czuły i kochający, jak dla mnie – tylko jeszcze bardziej.
Bardzo cenię takie spotkania z drugim człowiekiem. I bardzo doceniam to, że w mojej pracy mam możliwość poznawania wielu ludzi od ich najintymniejszej strony.

0 komentarzy