Wpadłam…

lut 15, 2015 | Praca seksualna od środka | 0 komentarzy

Miałam ciężką noc – z okazji Walentynek wielu klientów chciało dłuższych spotkań wyjazdowych i tym samym od wieczora do rana byłam w trzech różnych miejscach z kilkorgiem różnych ludzi. Prawie jak clubbing, tylko po hotelach. Wszędzie, oczywiście, zawoził mnie firmowy kierowca – żadnego włóczenia się samopas, jeszcze coś by mi się stało…
Jedno ze spotkań było rzeczywiście nieprzyjemne, ale wystarczyło powiadomić kierowcę i menedżerkę, że warunki uniemożliwiają mi dalszą pracę, po czym swobodnie wyszłam (ścigana niewybrednymi komentarzami pijanego klienta).
Po takiej właśnie nocy powinnam być wyprana z energii i bardzo mało odporna na stres. Jadąc autobusem do domu, myślałam tylko o łóżku – a raczej byłaby to jedyna rzecz, o której bym myślała, gdybym była w stanie jeszcze myśleć.
Wtem…
– Bileciki do kontroli! – zawołał rześko kanar, wyrywając mnie z odrętwienia.
Oczywiście nie miałam biletu, nauczona kilkoma latami biedy, że wydatki podstawowe dzielą się na niezbędne, osiągalne i nieosiągalne. Bilety zaliczyłam do kategorii podstawowych nieosiągalnych – prawie nigdy nie miałam dość pieniędzy, by sobie pozwolić na legalne jeżdżenie po mieście.
Poprzednim razem, kiedy wpadłam, kilka miesięcy temu, pouczenia przyjmowałam z apatyczno-cynicznym zrezygnowaniem: niech sobie mówią co chcą, niczego to nie zmieni, a kary i tak nie zapłacę, bo niby z czego?  Wszakże nie było mnie stać nawet na jedzenie. Kontrolerzy w końcu ulitowali się nade mną i wypuścili.
Teraz sytuacja wyglądała zgoła inaczej.
Kiedy kontroler wypisywał mi wezwanie do zapłaty, przyszło mi do głowy, że kiedy ja zdążę to opłacić, przecież to trzeba iść na pocztę – a ja ostatnio ciągle jestem w pracy… Po czym olśniło mnie, że przecież kiedyś istniała opcja zapłaty na miejscu. Dopytałam o nią, po czym wyciągnęłam z portfela 164 złote i wręczyłam kanarowi. Zamienił wezwanie do zapłaty na potwierdzenie zapłaty, wręczył mi je, pożegnał się i poszedł. Tyle. Bez stresu. I tak nie pamiętałam, ile dokładnie stuzłotówek mam w portfelu, więc strata jednej z nich wcale mnie nie obeszła.
Nie wyrobiłam biletu miesięcznego z jednego powodu: nie zmieniłam jeszcze sposobu myślenia o swoich finansach. Teoretycznie mam szansę zarobić w pierwszym miesiącu osiem do dziesięciu tysięcy złotych (z czego większość planuję odłożyć), ale nadal tkwię w schematach z czasów, gdy zarabiałam najwyżej tysiąc.
Pora zmienić podejście na bardziej odpowiedzialne.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *