Podróż do Anglii – w trakcie planowania.
- Wybrałam, kiedy tam jadę (na wiosnę, wtedy mam najwięcej energii, a w obcym miejscu przyda mi się jej duuuużo; poza tym do tego czasu podszlifuję język i popracuję nad figurą, żeby zwiększyć swoją wartość na rynku)
- Zadałam kluczowe pytania organizatorowi interesujących mnie szkoleń
- Zdobyłam odpowiedzi na interesujące mnie pytania zadane właścicielce agencji
- Powiadomiłam o swoich planach współlokatora
- Oraz najlepszego przyjaciela, który będzie pełnił rolę mojego wsparcia duchowego
Tak więc za jakieś pół roku z powrotem nawiążę współpracę z agencją. Ogłoszenie z Odlotów brzmi obiecująco: oferowane warunki są dużo lepsze niż w miejscach, gdzie pracowałam do tej pory, a agencja wygląda na dobrze zorganizowaną (działa na rynku od kilku lat, jest telefonistka i kierowca). Właścicielka też zrobiła na mnie dobre pierwsze wrażenie: kulturalna i konkretna babka.
Tym razem będę mieszkała w miejscu pracy i przyjmowała klientów we własnym łóżku, ale w agencji nr 2 zdarzało mi się już zostawać na jedną czy dwie noce w pokoju, w którym pracowałam, i czułam się swobodnie, więc dwa tygodnie powinny być do przeżycia. Tym bardziej, że będę miała dokąd wracać, a moje mieszkanie tam będzie służyło konkretnym celom związanym z inwestowaniem w siebie i maksymalizacją przychodów. To zupełnie inna sytuacja niż w wypadku obserwowanych przeze mnie czterdziestokilkulatek bez żadnych perspektyw.
Będę też miała czas wolny. Mam tu na myśli czas, kiedy nie muszę być dostępna (bo wiadomo, że w agencji, zwłaszcza na wysokim poziomie, pracuje się łącznie kilka godzin dziennie, a resztę czasu można spędzić, buszując po Internecie, czytając książki, rozmawiając z bliskimi na Skypie, oglądając filmy – mam Netfliksa, nie zginę – itd., itp.). W ten sposób będę mogła wziąć udział w jakichś fajnych spotkaniach z ludźmi, robiącymi dokładnie to, co mnie interesuje. Mam już trochę międzynarodowych znajomości, wydaje mi się nawet, że kilka znanych mi osób przebywa na stałe w Anglii… Chętnie też poznam innych sex workerów. A że szkolenia w Londynie nie zajmą mi dużo czasu, zwiedzę trochę miasta. Same atrakcje!
Oczywiście będzie też stresik. Obce miejsce, obcy ludzie i inny tryb życia. Trudna rola imigrantki. Ale liczę na to, że moje doświadczenia z zeszłego roku się przydadzą. Myślę też, że mogę trochę zwolnić z pracą tutaj, w Polsce – skoro tam będę zarabiała w funtach, pobyt w domu warto wykorzystać na relaks, regenerację sił i podtrzymywanie relacji z ulubionymi klientami, bez pozyskiwania nowych.
Sprawdziłam pobieżnie ceny angielskich escort girls i stawki dla dziewczyn w moim wieku wahają się od 60 do 200, 300 funtów, przy czym te ostatnie to już nie moja półka. Gdybym miała się dziś ogłosić, zaczęłabym ze 120 funtami i myślę, że tyle spokojnie i bez wysiłku mogę dziennie zarabiać (podzieliłam na pół, a potem pomnożyłam przez spodziewaną średnią ilość klientów na dzień). Czyli dwutygodniowy wyjazd, uwzględniając dni wolne, to byłoby min. 6000 zł. Zadowalająco.
0 komentarzy