Wróciłam do domu z przesympatycznej randki i miałam właśnie pisać entuzjastyczny wpis o tym, jak bardzo i za co uwielbiam swoją pracę, ale przeczytałam artykuł o brutalnym morderstwie na dwóch pracownicach seksualnych pracujących przy drodze 631. Jestem trochę wstrząśnięta.
Z reportażu jasno wynika, że morderca zabił dwie pracownice seksualne, bo miał problem z wytryskiem i one już chciały kończyć usługę, a jemu się to nie podobało. Usługa kosztowała 50 zł. Nie mógł odżałować pięciu dych – nie, po prostu popełnił morderstwo (dwukrotnie), zabrał co mógł i wrócił do rodziny jak gdyby nigdy nic. Jego zeznania o tym, jak wyglądało zabójstwo, są kompletnie wyprane z emocji. Dusił, miała drgawki, poprawił kamieniem, o.
Sąd skazał go na dożywocie i mam nadzieję, że rzeczywiście spędzi życie w więzieniu, odizolowany od społeczeństwa. Nawet nie wiem, jak to skomentować, ten człowiek kompletnie nie ceni ludzkiego życia (może tylko w przypadku pracownic seksualnych? To niestety bardzo prawdopodobne!), a ja jestem osobą, której robi się przykro na widok martwej ćmy i tak bardzo, tak totalnie tego nie rozumiem. Zbrodnie w afekcie – tak. Ale to…?
Koalicja Sex Work Polska zabrała w tej sprawie głos, zacytuję fragment:

0 komentarzy