Spotkałam się dziś na kawie z nowopoznanym kolegą ze wspólnych kręgów, takich bardzo wspierających, przyjaznych i liberalnych.
Siedzimy więc sobie w kawiarni i gadamy sobie o różnych sprawach związanych z seksualnością, zdrowiem, sprawami społecznymi, studiami, planami na przyszłość itp., itd… O moich źródłach utrzymania, oficjalnych czy też faktycznych, ani słowa.
W pewnym momencie rozmowa schodzi na pracownice seksualne. Kolega jest całkiem w temacie i entuzjastycznie dzieli się spostrzeżeniami o rosnącej emancypacji i świadomości w grupie.
– I jest taki fajny blog, Święta Ladacznica… – mówi na fali entuzjazmu – nie wiem czy znasz…
Pomachałam mu łapką, bo cóż mogłam zrobić innego.
– To twój…? NIEEE! Wkręcasz mnie! Nie wierzę! Za godzinę mi powiesz, że żartowałaś!
Obiecałam mu, że napiszę o tym na blogu, żeby miał pewność, że go nie wkręcałam. Chociaż w końcu mi uwierzył.
Tak więc nigdy nie wiesz, z kim umawiasz się na kawę.

0 komentarzy