Zgoda jest sexy. Very sexy

lut 11, 2021 | Relacje damsko-męskie | 0 komentarzy

Gdybym miała się cofnąć do siebie sprzed serii głupich błędów, które zaowocowały odrzutem od klimatu, to przypomniałabym sobie samej relację z moim pierwszym Masterem, gdzie:

Po pierwsze – negocjowaliśmy przed. Długo. Na piśmie.
Setki razy słyszałam: jak chcesz, to możesz się wycofać. Nie musimy tego robić.
Odpowiadałam: ale ja kurwa chcę to robić!
Rozmowy były very very sexy. HOT. Ale wciąż – były rozmowami.

Po drugie – podczas sesji nie zmienialiśmy ustaleń. Działo się tylko to, co przegadaliśmy pięćdziesiąt razy przed i na co ponownie wyraziłam ochotę tuż przed sesją.

Po trzecie – po każdej sesji i po kilkudniowym ochłonięciu omawialiśmy ją dokładnie. Na piśmie.

To wszystko było przypadkiem. Wymuszone przez związek na odległość.

Ale było cholernie bezpieczne i rozpalające.

I mimo że koniec końców pierwszy Master okazał się dla mnie nieodpowiedni i w sumie to zależało mu na ruchadełku pokonferencyjnym (ciekawe czy miał kogoś w każdym mieście), to jednak miało ręce i nogi.


Alternatywa:

Krótkie ustalenia przed sesją, „co lubisz” „super, ja też”.

Spotkanie. Na spotkaniu krótkie „no to po winku, pokaż zabawki i do roboty”.
A potem – zmiana zasad, bo ktoś się podniecił i stwierdził, że w sumie to dobrym pomysłem jest zrobienie czynności X. Która to mogła być czymś soft albo hard limitem albo po prostu być „za dużo” lub „za mocno” lub „za długo”, ale…
…w zasadzie to jest fajnie, zróbmy to! Tak, zróbmy!
…w sumie to może nie będzie drugiej okazji, zrobię to! byłoby mi źle, gdybym tego nie zrobił/a
…bo on/a pierwszy/a złamał/a zasady, to teraz mamy wolną amerykankę!
…bo przecież widzę, że będzie ok, jak to zrobię
…bo to wcale nie był safeword, umawialiśmy się na inny i wszystko mam w dupie.
Etc.
Wymówek jest od cholery i trochę. Ciągle poznaję nowe.
Rzut monetą decyduje, czy ktoś będzie miał po tym moralniaka albo traumę. Niektóre monety są fałszywe i zawsze dają „traumę”, ale co tam. Grunt, że jednej osobie było fajnie.

Po sesji. Krótkie przegadanie, jeszcze w emocjach. Jesteśmy dla siebie mili albo jesteśmy w szoku, albo mamy nieprzetrawione. Ale rozmawiamy, więc jest OK.

Po spotkaniu. Cisza albo krótkie „no siema, wszystko ok? widzimy się za tydzień?”.


Moje błędy były jeszcze gorsze, bo trudne do wyłapania.
Co ja sobie właściwie zrobiłam? Ja się podporządkowałam, bo oto spotkałam super człowieka i teraz muszę być super uległą albo on zniknie.
Zakopałam inicjatywę, poleciałam na automacie „lubię, więc zawsze lubię”, „mogę zrobić, więc robię” i nie umiałam wyłączyć tego trybu. Nawet nie byłam go świadoma.
I to nie było sexy.
Nie róbcie tego, jeśli Wam klimat miły.
Szczęśliwie COŚ było widać, więc zaniechaliśmy zabaw. Dodatkowo Ernyks nigdy – ani razu – nie próbował przesuwać moich granic. Sama to sobie robiłam, przekonująco temu zaprzeczając.
Minął ponad rok bez klimatu i dopiero wtedy zorientowałam się, co właściwie robiłam.

Inna uległa osoba z podobnym nastawieniem („muszę się zgadzać, bo jak nie to będę sam/a”) mogła trafić na Mastera / Dominę z zapałem do przesuwania granic.
I wtedy co?
„Wiedziałam, że mogę to zrobić”.
„Widziałem, że nic Ci nie jest”.
„Mogłaś go wyrzucić, nie wyrzuciłaś, znaczy seks z nim ci odpowiadał”.

Co się dzieje z taką osobą uległą rok, dwa, trzy lata później?


Warsztat ze świadomego kinku, dzień pierwszy. Moduł pierwszy. Ćwiczenie nr 10 czy tam 15, w każdym razie dla osób bardziej zaawansowanych.

A teraz dobierzcie się w pary.
Macie za zadanie przekroczyć granice drugiej osoby.
Druga osoba ma za zadanie powiedzieć STOP.
Wtedy wy mówicie „Dziękuję, że zadbałeś/aś o siebie”.

Grupa ludzi uczy się wsłuchiwać w siebie i mówić „Nie, to już mi nie odpowiada”.
Grupa ludzi uczy się czuć wdzięczność i mówić „Dziękuję, że zadbałeś/aś o siebie”.
Sala jest pełna, ale to wciąż tylko kilkanaście osób.
Warsztat jest drogi.

Większość w klimacie działa po omacku i forsuje swoje jako dobre. Bo przecież nikt się nie skarżył, poza jakąś atencjuszką.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *