Pomarginalizujmy jeszcze kobiecą przemoc seksualną… (triggery w chuj)

lut 24, 2021 | Najlepsze, Relacje damsko-męskie, Seksualność i psychologia | 0 komentarzy

Kiedy chodziłam na studia, miałam takie pół roku życia, że byłam zupełnie sama. Podnosiłam się wtedy po dwuletnim mobbingu, siedziałam w domu na L-4 i dokarmiałam polekową manię kolejnymi dawkami SSRI przepisywanymi mi przez pogodnego profesora psychiatrii, który zauważył tylko tyle, że nie mam już depresji i znowu bryluję na uczelni.

Wszyscy moi bliscy nagle wyparowali. Kilkoro przyjaciół właśnie się zakochało, a jedno miało napad fobii społecznej i schowało się przed światem na jakiejś działce bez internetu. Moja wieloletnia partnerka postanowiła zaś zdradzić mnie po raz kolejny i tym razem dałam jej kosza.

Poszukałam więc sobie nowych ludzi. Pech chciał, że trafiłam na trójkę osób w podobnie lichej sytuacji życiowej. Od słowa do słowa wpadliśmy w pułapkę toksycznej „poliamorii”. Totalnie zafiksowanej na seksie. Tak naprawdę szukaliśmy miłości i zrozumienia, ale tylko o seksie umieliśmy rozmawiać.

Mieliśmy dwie zasady. Pierwsza: nie mówmy nikomu z zewnątrz o niczym. Druga: sobie mówimy wszystko i nikogo nie pomijamy. Nie polecam żadnej: ryją beret jeśli chodzi o stawianie granic.

No więc mieliśmy wszyscy zryte berety. Orgie nam coś nie wyszły, ale jedna z tamtejszych dziewczyn – młodsza ode mnie feministka, drobniutka blondyneczka – bardzo pragnęła seksów ze mną. Tak bardzo pragnęła seksów, że raz zignorowała moje uporczywe zabieranie jej ręki z mojej łechtaczki (oglądaliśmy Pulp Fiction, było upiornie gorąco i mieliśmy otwarte okna). Za drugim razem wyżebrała seks fochem z przytupem, że no jak to, ona chce, żąda, potrzebuje, dlaczego ja nie chcę się z nią bawić… znaczy się, seksić. Było to wykańczające i trwało nieskończenie długo, więc znowu się poddałam. Obecny przy tym chłopak z relacji podobno miał erekcję jak na nas patrzył, tak mi przynajmniej doniosła z satysfakcją.

A potem się zakochała. Tylko że ja jakoś tak… zaczęłam się dystansować. I nie miałam siły o tym rozmawiać. Ani o tym myśleć. W ogóle nie miałam na nic siły, moje życie się waliło, toksyczność naszych relacji wyłaziła mi uszami, wszyscy gadali o seksie, a ja miałam coraz większą awersję. Chyba ze zmęczenia. I jeszcze mi umarł ukochany kotek (ponad 19 lat razem), a ja nie miałam w sobie dość życia, by odczuć żałobę.
Znienawidziła mnie na zawsze. Za całokształt. Brak uczuć do zmarłego kotka był świetnym pretekstem.
Nagle znowu zostałam całkiem sama.

Minęło pół roku wyparcia i nagle zorientowałam się, że mam PTSD. O wszystko obwiniłam obecnego w czworokącie chłopaka, który namawiał nas na seks, ale mnie odrzucił, ponieważ nie chciał traktować mnie przedmiotowo, ale potem uprawiał seks z tamtą blondyneczką, mimo że ja nie chciałam przy tym być, a potem znowu namawiał mnie do seksu z nią i opisywał co możemy robić. No bo przecież to mężczyzna musi być winny. I tylko on.

Że tak jakby nie tylko on, dotarło do mnie dopiero kiedy – po długiej terapii – pozbyłam się negatywnych emocji wobec niego.

Zaczęłam mówić, że kobiety też stosują przemoc seksualną.
Spotkałam się z uciszaniem.
Zaczęłam mówić (bez)osobowo. Osoba, która mnie zmusiła do seksu…
Zakładano, że mówię o mężczyźnie.
Wycofałam się na dłuższy czas z mówienia czegokolwiek. Miałam za duży problem, żeby pogodzić się z myślą, że do seksu dwukrotnie zmusiła mnie młoda dziewczyna o wyglądzie aniołka.

Cofnijmy się w czasie. Co było po śmierci mojego kotka? Nie mogłam się poukładać zawodowo – byłam w zbyt złym stanie, cały mój power poszedł w tamtą chorą poli-relację – więc wróciłam do skrajnie toksycznego domu rodzinnego. Dałam radę uciec stamtąd dopiero po trzech latach, jako wrak człowieka. Po drodze zaliczyłam jeszcze jeden toksyczny związek poli (trochę mniej toksyczny, czyli wszystko źle) i nie miałam za co jeść, więc zdecydowałam się na pracę seksualną. Studia zawaliłam, a brak dyplomu wymusił zmianę pomysłu na siebie i konieczność pozyskania nowych kompetencji.

Osiem ostatnich lat poświęciłam głównie na odbudowywanie swojego zdrowia i rekonstruowanie samooceny na tyle, żebym była w stanie znowu pracować intelektualnie po kilka godzin dziennie przez większość dni roboczych. Obecnie psychiatra życzy mnie sobie widywać raz na 4 miesiące. Terapia nr 4 trwa. Opanowałam sztukę pozbywania się ze swojego życia toksycznych relacji na długo zanim mnie skonsumują i wyplują resztki. Ktoś nawet ostatnio pochwalił mnie za asertywność w sytuacji zawodowej. Hej – mam „sytuacje zawodowe”.

Od dwóch lat znowu umiem być w normalnym związku, choć teraz interesują mnie wyłącznie mężczyźni. W sytuacjach problematycznych nadal odzywa mi się głosik „muszę się zgadzać, bo inaczej popsuję im zabawę”. To pokłosie reakcji na moje odmowy wtedy. Szczęśliwie Ernyks umie być ze mną. Ostatnio zaczął mówić o „Pulp Fiction” – kultowy film, pech – i się rozryczałam. Przytulał mnie aż byłam w stanie powiedzieć o co chodzi. Nie wszystko jest przepracowane.

Drobniutki, niewinny „aniołek” nic nie wie. I jestem pewna, że nic by nie skojarzyła. Nie wyszła z toksyka bez szwanku, ale też nie musiała szukać resztek życia w popiołach z nadzieją, że może coś odrośnie. Nadal odnosi się do mnie z nienawiścią. Umiem zobaczyć jej punkt widzenia. Co nie pomaga.

Wcale nie jestem dużo mądrzejsza. Trzy lata temu moja znajoma pomacała mnie w Voodoo po nagiej piersi. Tak se przechodziła i pomacała, jak ubranie w sklepie. Wcześniej tamtego dnia stałam nago w kolejce do baru, wokół mnie pełno mężczyzn – i nic, zero niechcianego dotyku.
Nic z tym nie zrobiłam. Dopiero niedawno uznałam, że jednak nie chcę jej w znajomych.

Czasami zastanawiam się, co JA mogłam zrobić zanim zorientowałam się, że nie wszystko, co robią kobiety, jest niewinne i akceptowalne. Najgorsze, że nie wiem czy nie pamiętam, bo nic takiego nie miało miejsca, czy dlatego, że uznałam, że wszystko jest w porządku.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *