Powód pierwszy: nie praktykujemy kinków
W moim przypadku nie wiadomo, w jakim stopniu preferencje seksualne są wrodzone, a jak bardzo są formą przerabiania traum z dzieciństwa. Po całej serii trudnych doświadczeń, w których Ernyks był ustawiany przeze mnie w roli kata, który następnie ma mnie uspokajać, wycofaliśmy się z naszych zabaw zupełnie.
Jesteśmy stałym, monogamicznym związkiem. Nie jesteśmy zainteresowani otwieraniem go. Fantazjujemy sobie o różnych rzeczach, ale ich nie realizujemy.
Nie, nie było to łatwe. Ale skasowanie BDSM dało nam szansę na stabilną relację, w której moje traumy byłyby zaopiekowane, a nie wykorzystane do zabawy (która zakończyłaby się prędzej czy później wielkim BUM i, kto wie, może „przecież obiecywałeś, że mnie nie zostawisz”).
Punkt drugi: rozczarowanie społecznością
Podpunkt a: mało innych par
Bardzo długo wypatrywaliśmy w Voodoo monogamicznych par M/s z długim stażem, które wyglądałyby na szczęśliwe. Chcieliśmy się dowiedzieć, jak one to robią. Nie interesowały nas relacje pozamałżeńskie (zresztą konsensualnych trójkątów ze świecą szukać), play partnerzy, ludzie, którzy lubią lajtowe zabawy w łóżku itd. I na pewno nie toksyki.
A już na 100% nie interesowały nas super hiper happy pary, które rozpadały się eksplozją na pół Fetlife.
Trochę zwątpiliśmy, no ale trudno. Przeżylibyśmy, chyba.
Podpunkt b: predatorzy
Standardowa sytuacja. Poznajesz kogoś nowego w Voodoo. Twoi znajomi się z nim bawią. Siedzicie razem wszyscy przy stole, gadacie, jest fajnie.
Dwa lata później dowiadujesz się, że w zasadzie poznany wtedy człowiek parę razy był oskarżony przez byłą o gwałt albo coś w ten deseń, ale o tym się nie mówi, więc… się nie mówi, sza, nie wiesz tego ode mnie.
Nie umawiając się z nikim stąd na sesję BDSM, miałam aż trzy sytuacje, kiedy padłam ofiarą niezbyt groźnego wyskoku ze strony kogoś, o kim po dłuższym czasie dowiedziałam się, że jest oskarżany o całkiem konkretne rzeczy – i kto bywa w Voodoo, ma ze mną wspólnych znajomych itd.
Był też czwarty wysok, ale nicka tej osoby nie poznałam. Ciekawi mnie, czy pasuje do obrazka.
Trzy z tych osób przekroczyły moje granice tuż przy Ernyksie, w Voodoo, czwarta wydarzyła się wcześniej.
Płeć rozkłada się po równo.
Czy może ulegli są spoko? No nie. Nie są spoko. Niezwykle trudno znaleźć uległego, który ogarnia koncepcję granic oraz wie, że kobieta nie jest sekslalką na pilota.
Podpunkt c: zaburzenia psychiczne
Podobno ludzie lubiący BDSM są zdrowsi psychicznie niż waniliowi. Badanie zostało przeprowadzone bodaj w Ameryce.
Podobno Scena w Holandii wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce. Tak mówi mój kolega, który tam mieszkał. Podobno tam nie ma takich problemów z pojebanymi ludźmi, którzy przekraczają granice innych.
I jeszcze to borderline. Wszędzie borderline. Albo coś, co przybiera wygląd borderline, będąc inną diagnozą.
Koniec końców, nie chodzimy do Voodoo, nie organizujemy już Munchy ani grillów. Nie jest to dla nas przyjemne, a dla mnie dodatkowo nie jest bezpieczne.
Ernyks absolutnie wymiękł i nie logował się tutaj chyba od roku. Ja zaglądam z doskoku. I co zajrzę, to jest jakaś drama z udziałem jakiegoś popierdolonego sadysty albo regularnego gwałciciela (sadystki, gwałcicielki), która potem rozchodzi się po kościach.
Ostatnio w wątku o studio BDSM w Łodzi widziałam rekomendowanie Fabryczki (tego od safeworda na telefon i uległego uciekającego oknem) przez kogoś, kogo znam. Któraś osoba napisała parę słów prawdy w wątku. Minęło ciut-ciut czasu i wątek wyleciał w kosmos.
Radosne kurwa kinki gniazdo.

0 komentarzy