Obudziłam się dzisiaj bardzo późno (nie mogłam spać, więc czytałam, pisałam i myślałam do białego rana) i podczas popijania porannej kawy zajrzałam na polski Fetlife. W grupie Bravo znalazłam nowe tematy, więc odpalam jeden… gównoburza od samego początku. Przedzieram się z niesmakiem, odpalam drugi… gównoburza od samego początku. Z grubsza te same nicki co zawsze.
Mam wrażenie, że jednoosobowa moderacja się boi interweniować (zwracać uwagę – ciąć – banować), bo tutaj to się kończy flejmami na moderatorów w każdym innym możliwym miejscu.
Mam sentyment do Bravo, bo @kwiatek stara się animować grupę w kierunku omawiania podstaw funkcjonowania w relacjach klimatycznych, co mi bardzo odpowiada. Tak więc, mimo szeregu zastrzeżeń moich i zasłuchanych oraz dotkliwego braku moderacji, nadal się tam udzielam.
Mimo to strasznie brakuje mi polskojęzycznej grupy ogólnej, która byłaby po prostu przyjemna. W której nie byłoby miejsca na trolling, załatwianie spraw prywatnych na ogóle, personalne przytyki oraz, jak to określa @AlexMorgana, „ludzi, których jedyną aktywnością klimatyczną jest pierdolenie bzdur na Fetlifie”. A także takiej, w której nie byłoby bana za poglądy, ale w której te poglądy musowo byłyby wyrażane z szacunkiem wobec rozmówców (za to rozmówcy uznawaliby istnienie wolności słowa i z szacunkiem polemizowali zamiast dostawać piany na pysku). Cokolwiek nierealne. Jak jeszcze dodam, że nie lubię towarzystw wzajemnej adoracji, gdzie wszyscy się głaszczą po pyszczkach i każdy z każdym zgadza, a nowi czują się niemile widziani… Tak to tylko w Erze.
Bardzo lubię być aktywną członkinią różnych społeczności, zarówno na żywo (Voodoo! mam nadzieję, że w sierpniu uda nam się wybrać na jakieś party albo planszówki), jak i online. Ale o ile spotkania na żywo praktycznie zawsze wspominam bardzo dobrze (noo, raz grupka naszych rozmówczyń przesadziła z alkoholem – bywa) i to pomimo wiedzy o podziałach między ludźmi, bolesnych rozstaniach itd., o tyle polski klimat online pozostawia naprawdę wiele do życzenia.
Może po prostu jest nas zbyt mało?
Tylko to trochę słabo wychodzi, jak na okołoseksualnych grupach na Facebooku masowo poleca się Fetlife początkującym kinksterom, którzy pragną poznać podobnych sobie ludzi, dowiedzieć się czegoś o bezpieczniejszych praktykach, zainspirować czy rozwiązać jakiś konkretny problem techniczny lub relacyjny – a oni wchodzą i mają do wyboru grupy na wpół martwe, grupy niepasujące im tematycznie (np. Femdom) albo grupy, gdzie każda dyskusja zmierza do flejmu.

0 komentarzy