Złapałam się dzisiaj na tym, że badam wiarygodność pewnego człowieka na Fetlife, sprawdzając jego profil, konkretnie: znajomych z Polski. Czy jest wśród nich ktoś znany mnie osobiście bądź z nicka, czy inne podlinkowane osoby wydają się przyjmować do znajomych każdego jak leci…
Po czym uświadomiłam sobie, że warto zweryfikować własną listę znajomych. Bo inni przecież robią to samo, a ja nie jestem już taką sobie anonimką i są tu ludzie, którzy liczą się z moim zdaniem – więc może będą się kierowali kiedyś tym, że jestem na liście czyichś znajomych.
(Do tej pory pamiętam przypadek pana riggera-fotografa, co to wyłowił mnie z otchłani Fetlife zaraz po założeniu konta i zaprosił na sznurki, powołując się na znajomość z Ganem i Slaanesh. Tak, to ten pan od efektu „ojej, moje nagie fotki są na Instagramie?”).
Wyleciało 9 osób, w większości dodanych ponad rok temu, czyli zanim zaczęłam się udzielać w społeczności. Żadnej nie znałam osobiście, a jeśli była wymiana zdań, to krótka i dawno. Pewnie było mi miło, że ktoś mnie frienduje. No cóż, młoda byłam, nie znałam społeczności, nie oceniałam ludzi po profilach.
Zostało kilka osób niepoznanych osobiście, ale przynajmniej sobie kiedyś kilka razy pokorespondowaliśmy. Mogą być. Chyba że mi podpadną.
Społeczna odpowiedzialność jest ważna.
Przy okazji, naprawdę nie polecam badanego pana. Kij z tym, że podpadł mi żenującym snobizmem intelektualnym i przy odrobinie prowokacji okazał się agresywnym prostakiem. Bardziej zabolał mnie jego profil:
- „faceta szukaj” pod ogłoszeniem biseksualistki szukającej kobiety,
- dziesiątki komentarzy w stylu „ruchałbym” czy „typowy kurwix” pod zdjęciami erotycznymi pań z różnych zakątków globu, w tym Domin,
- kradzione zdjęcia erotyczne obcych kobiet,
- dodanie jeszcze kilkunastu kradzionych zdjęć po tym, jak zarzuciłam mu kradzież,
- i wreszcie… poszukiwanie kobiety do zabaw. Auć.
Nie, to nie jest mój ulubiony Allegrowicz.

0 komentarzy