Rzygam postem gloryfikującym to, że osoby niepełnosprawne mogą w Brukseli korzystać z seksworkerek, bo orgazm to prawo człowieka.
Dokładnie 24 godziny temu musieliśmy przerwać fajnie się zapowiadającą grę wstępną, bo pstryczek w moim mózgu przełączył się na „nie masz prawa mówić, że coś ci się nie podoba, a poza tym przesadzasz, wcale nie było tak źle, to drobiazg, kontynuuj, będzie mu dobrze”.
To mógłby być drobiazg, ale nie kiedy się przez dwie minuty mieli, czy powinno się było jednak powiedzieć, że to się nie podobało (TAK) albo przerwać, bo coś nie jest ok (TAK!!!!).
Mieliłabym dużo dłużej, ale jedno z nas ogarnia moje problemy i zapytało, czy wszystko w porządku.
*
Dawno, dawno temu całkiem dobrze radziłam sobie ze stawianiem granic w łóżku, wyrażaniem potrzeb, rozmowami o preferencjach itd. Komercjalizacja sprawiła, że potrzeby mężczyzny (czyli klienta) stały się dla mnie nadrzędne, a w razie szeroko rozumianego konfliktu potrzeb włączał mi się mechanizm „on płaci, ma być mu dobrze, wytrwasz, płaci xxxx zł”.
Bardzo często klienci byli niezdarni, pieścili mnie w nieudolny, bolesny sposób, nie do końca radzili sobie z obsługą zabawek erotycznych, nie wyczuwali, kiedy jestem odpowiednio podniecona, żeby pójść dalej. Nie miałam przestrzeni, żeby takiemu delikwentowi powiedzieć „jest mi z tobą fatalnie, źle to robisz”. Nie za to płacą. Płacą za wzdychanie i twierdzącą odpowiedź na pytanie „dobrze ci było?”. Ego większości tych klientów było bardzo kruche.
Pstryk i udajemy, że jest fajnie. Takie proste.
Czynność powtórzona tysiące razy stanie się nawykiem.
Nawykowo udaję, że jest fajnie.
*
A potem czytam, że orgazm to prawo człowieka, więc niepełnosprawny chłopak powinien mieć dostęp do seksworkerek (i co za skandal, że musiał jechać aż do Brukseli, bo w Polsce nie ma odpowiednio wyszkolonych kobiet).
U podstaw tego twierdzenia stoi obrzydliwe i bzdurne założenie, że niepełnosprawni fizycznie są tak odstręczający, że MUSZĄ kupować zgodę na seks z nimi.
Niepełnosprawny mężczyzna to wciąż mężczyzna kupujący to, że kobieta ignoruje wszystko, co przeszkodziłoby mu osiągnąć orgazm, staje się dla niego dostępna, chętna i akceptująca i uśmiecha się przyjaźnie, bo myśli „za te pieniądze opłacę rachunek za prąd i jeszcze starczy na antydepresanty”.
To odczłowiecza obie strony jednocześnie. I – w przypadku mężczyzn, którzy szczerze wierzą, że inaczej nie będą mieli seksu – obie strony bardzo krzywdzi.
Z kolei entuzjazm publiczności, że miał do tego seksu dostęp, bo w Brukseli można kupić seks z kimś wyspecjalizowanym w osobach z niepełnosprawnościami, jest skrajnie ableistyczny.

0 komentarzy