Zamawiam wkrótce „Bez wstydu”. Jest tam wywiad ze mną. Dostałam go do autoryzacji zeszłej jesieni, kiedy w ogóle nie pamiętałam o wywiadzie, którego udzieliłam bodaj na początku pandemii – zanim jeszcze odkryłam u siebie PTSD. Biłam się z myślami, co z nim zrobić. W końcu ograniczyłam się do poprawienia nieścisłości.
Chyba będę wrzucać fragmenty, bo to, co znajduję w sieci…
„Ten drugi raz był tragiczny. Nie byłam zadowolona z zapłaty, a do tego mężczyzna, z którym się spotkałam, pozwolił sobie na dużo więcej, niż było ustalone. Umówiliśmy się na lekką dominację, a dostałam w głowę tak, że na parę sekund straciłam przytomność.”.
Pozwolił sobie na dużo więcej, niż było ustalone…
Nie, to nie była ostra dominacja. To nie było coś, co jest w zakresie jakiejkolwiek pracownicy seksualnej. To było po prostu pobicie. Ryzykowne dla zdrowia pobicie – bo utrata przytomności od urazu głowy nie jest czymś dobrym.
W środowisku miłośników BDSM pojawiają się czasem predatorzy seksualni, którzy pod płaszczykiem dominacji realizują chęć krzywdzenia innych. Biją, gwałcą, torturują i piorą mózgi swoim ofiarom, żeby uniknąć konsekwencji prawnych. To nie jest BDSM, to czysta przemoc.
W mojej karierze profesjonalnej uległej zdarzało się, że jakiś dominujący przypadkiem zrobił mi krzywdę. Ale to nie mógł być ten kejs, ponieważ bohaterka wywiadu wyraźnie mówi, że się na to nie umawiała. Ponadto silne uderzenia w głowę NIGDY nie są na liście konsensualnych praktyk u zdrowych psychicznie ludzi – ani dominujących, ani uległych.
„Pozwolił sobie na więcej niż było umówione” sugeruje, że pobicie może być częścią oferty pracownicy seksualnej. Że to jest negocjowalne. Że to część zdrowej seksualności. Ot, taki kink.
Dosyć to przerażające.

0 komentarzy