Przeczytałam wczoraj dwie nowiutkie krytyczne analizy „Doświadczalnika”, przy którym pracowałam ponad dwa lata temu – kiedy jeszcze byłam w branży.
Większą analizę zrobiła Paryżewo. To ciekawa lektura dla kogoś, kto był w środku projektu, a potem zmienił podejście o, powiedzmy, 100 stopni.
Autorki analiz nie biorą pod uwagę tego, że „Doświadczalnik” to wielogłos i że nasze doświadczenia, postawy i strategie są różnorodne, a cytowane wypowiedzi nie były selekcjonowane czy redagowane pod kątem spójności przekazu. Po prostu wzięły tekst i przeczytały jako monolit. Tak, jak będą „Doświadczalnik” czytały inne osoby.
I faktycznie – z tego poradnika wyłania się niezbyt zachęcający obraz pracy seksualnej.
„Nie wiem, jak wygląda sytuacja w Waszej pracy, ale do żadnej z moich prac (a pracuję od 16. roku życia – w różnych branżach) nie szłam z obawą, że zostanę zgwałcona analnie, w związku z tym muszę sprawdzać na miejscu system monitoringu, unikać noszenia niewygodnych szpilek (mogą utrudniać ucieczkę), wybierać miejsca, gdzie są lustra (żeby widzieć, czy nikt nie próbuje zgwałcić mnie od tyłu), mieć telefon do zaufanej osoby i nie przyjmować narkotyków przyniesionych przez klientów (w tzw. pracy jak każdej innej nikomu nawet nie przyszłoby to do głowy). Oczywiście nie bez powodu wymieniam te porady – wszystkie zaczerpnęłam z „Doświadczalnika”.” @Paryżewo
Druga analiza jest u Praca seksualna nie istnieje. Zbiór cytatów, komentarz, zbiór cytatów, komentarz. Podsumowanie. Bardzo, bardzo cięte podsumowanie.
W podsumowaniu coś bardzo celnego:
„Gwałt jest zły, no chyba że jesteś prostytutką. Wtedy to zły dzień w pracy i trzeba to obśmiać”.
I was there. Nie obśmiewałam tylko opakowywałam w dużo folii bąbelkowej i odkładałam na później. To później – kiedy nazywam po imieniu złe dni w pracy – jest teraz.
Budzi we mnie dość mieszane uczucia to, że „Doświadczalnik” – mający na celu pomóc kobietom w branży seksualnej – jest czymś, co przystosowuje je do wytrwania w zawodach escortki, masażystki erotycznej i striptizerki.
Pamiętam, że było to potrzebne. Że porady „jak nie dać się zgwałcić” i „jak poradzić sobie z niechęcią do kolejnych spotkań” (itd.) były bardzo cenne.
Jednocześnie widzę, że „Doświadczalnik” to właśnie dużo folii bąbelkowej, która odwleka w czasie dostrzeżenie, że jest się w naprawdę chujowej sytuacji zawodowej.
W zasadzie mam tylko dwa duże zastrzeżenia do analiz:
- z HIV można dalej sprzedawać seks bez zakażania kogokolwiek, o ile poziom wiremii spadnie do niewykrywalnego
- jest duży pojazd po byciu miłą. Bycie miłą to nie to samo, co bycie uległą i współczuję każdemu, kto tego nie rozróżnia.
Na świecie jest pełno bardzo miłych predatorów seksualnych (po kilku niefajnych doświadczeniach, kiedy widziałam w smsie od potencjalnego klienta, że jest „miły”, miał u mnie -100 do zaufania) oraz socjopatów, którzy w bardzo miły sposób wyciągają od swoich ofiar wszystko, czego zapragną.
Kiedy krzywdzi Cię „miły” człowiek, możesz mieć cholerne problemy z ogarnięciem tego w swojej głowie. Często dopiero po dłuższym czasie orientujesz się, że ktoś Cię ograł, wykorzystał, zranił.
Natomiast kiedy jesteś w sytuacji, gdzie agresywna konfrontacja oznacza duże ryzyko, bo jesteś mniejsza i słabsza (praca seksualna, przemocowy związek, inne hierarchiczne relacje międzyludzkie, np. w miejscu pracy etc.), bycie miłą to znakomita metoda poradzenia sobie z sytuacją. Zero eskalacji.
Nie żeby praca seksualna była fajniejsza czy bezpieczniejsza dlatego, że nic Ci się nie stało, bo byłaś miła, czarująca wręcz i w konsekwencji owinęłaś sobie typa wokół palca. To nadal jest cholernie nie OK.
Ale stosowałam taką postawę zamiast gazu pieprzowego i – odkąd przestałam szybko opuszczać gardę przy „miłych” klientach – działała super.

0 komentarzy