Dysocjacja to mój ulubiony mechanizm obronny w skali całego życia, serio. Dopiero teraz powoli przestaję ją praktykować. W pracy seksualnej dysocjacja okazała się bardzo pożyteczna.
Wiesz, jeśli jedziesz na seks do obcego mężczyzny do pokoju hotelowego albo mieszkania i jako całą samoobronę masz:
- przyjaciela, który wie, gdzie dokładnie będziesz i kiedy wrócisz oraz ma telefon / adres email typa
- swoją ujmującą osobowość, która w kryzysie nadal będzie ujmująca, ale za gardło
- opcję wzięcia gazu pieprzowego, z której nie korzystasz, bo wolisz polegać na swojej osobowości
- wnioski wyciągnięte o kliencie podczas krótkiego umawiania się na spotkanie
…to nie jest tego dużo i każda rozsądna kobieta srałaby w gacie ze strachu.
Ale w pracy seksualnej nie ma na to miejsca.
Tak samo jak zapraszasz typa do swojego mieszkania, a nie bawisz się w osobę ukrytą w szafie/drugim pokoju, opłacanie ochroniarza czy strzeżone osiedla.
Kiedy poznałam mojego chłopaka i po raz pierwszy rozmawialiśmy o pracy seksualnej, zapytał „nie boisz się?”. Zapamiętał na zawsze moją reakcję. Wzruszyłam lekko ramionami i momentalnie zmieniłam temat. Więcej nie pytał, bał się za mnie. Tak samo jak mój przyjaciel.
Nie możesz się cholernie bać za każdym razem, kiedy spotykasz się z klientem, bo nie będziesz w stanie się z nimi spotykać. Nie możesz sobie za każdym razem wyobrażać wszystkich możliwych scenariuszy, które mogą Cię spotkać lub spotkały Ciebie albo osobę, którą znasz, albo osobę, o której słyszałaś kiedyś.
Dlatego musisz przestać się bać.
Dysocjacja jest naprawdę super, bo nie uzależnia, w przeciwieństwie do alkoholu czy narkotyków. Nie potrzebujesz jej więcej i więcej, w zasadzie w ogóle jej nie zauważasz. Dysocjacja po prostu przychodzi i wycina Ci strach. Czujesz adrenalinę, ale interpretujesz ją jako coś pozytywnego. Będzie akcja, przygotuj się. Zarobisz pieniądze.
Dysocjacja pomaga także przetrwać trudne sytuacje. Nie panikujesz, po prostu działasz. Bez emocji Twój umysł jest czysty, obserwujesz spokojnie rzeczywistość (np. zza swoich pleców albo z sufitu), widzisz wszystkie scenariusze i podejmujesz najlepsze decyzje.
Albo po prostu przeczekujesz, odcięta od tego, że jest cholernie źle i nic z tym już nie możesz zrobić.
Czy dysocjacja ma jakieś minusy?
No tak. Zdysocjowane emocje nadal istnieją. Przeżywasz je. Po prostu nie masz do nich dostępu – są odcięte.
U mnie zamieszkały w ciele.
Emocje są cierpliwe. Wiedzą, że kiedyś nadejdzie ich czas.
***
PS. Jestem pewna, że poza dysocjacją oraz używkami są inne strategie – może zdrowsze?
Jeśli ktoś chce się wypowiedzieć, jak radzi sobie ze strachem, to zapraszam
PS2. NIGDY nie jechałam do klienta, nie mając albo jego telefonu, albo e-maila (oraz pełnego adresu spotkania).
Tak samo nie zapraszałam anonimków z Erodate do mieszkania. Miał być konkretny namiar.
Dla przyjaciela. W razie czego.

0 komentarzy