Sex work is work… or not? Oboje macie rację

wrz 9, 2021 | Praca seksualna od środka | 0 komentarzy

Posłuchałam fragmentów wywiadu Śpiewaka z innymi surwiwalkami. Obie nie chcą mówić o „pracy seksualnej”, bo to nie praca, to uwikłanie, to pudruje przemoc i wyzysk, jest nierównowaga, naruszanie granic itd. Szanuję, ale trzymam się swojego.

*

W agencji słyszałam, że grzeszę, traktując pracę seksualną jak pracę. Słyszałam to od osób, które wulgarnie darły się na potencjalnych klientów pytających o zakres usług, przychodziły na spotkanie pod wpływem, były antypatyczne albo bez uprzedzenia nie przychodziły do agencji, mimo że menedżerka umawiała im spotkanie, bo miały być tego dnia.

Dla mnie od początku agencja była miejscem pracy, a koleżanki – koleżankami z pracy. Potem przeniosłam to na własną działalność i dlatego:

  • miałam perfekcyjnie dopracowaną strategię biznesową, doskonale znałam swoją tzw. konkurencję i wiedziałam, jak się od niej odróżniam (w Warszawie nie było ani jednej osoby z bliźniaczą ofertą, i nie mam tu na myśli zakresu czynności seksualnych, tylko komunikację i pozycjonowanie marki)
  • inwestowałam w reklamy na Odlotach i Roksie, bo wiedziałam, że to mi się zwróci w czasie (klienci stamtąd są konkretni i umówienie się zajmuje maksymalnie 15 minut) i zyskach (łatwo tam pozyskać klienta, już jeden zwracał mi koszt reklamy)
  • zainwestowałam w profesjonalną stronę www, bo jak wyżej + zwiększało to moją konkurencyjność na rynku
  • nie umawiałam dwóch klientów na tę samą godzinę, bo było to dla mnie tak samo chore jak sprzedaż dwóm osobom tego samego miejsca w samolocie
  • starałam się być perfekcyjnie uprzejma w kontaktach z klientami i zawsze dbałam o ich dobre samopoczucie
  • jeśli wiedziałam, że nie zapewnię dostatecznie wysokiego poziomu obsługi (okres, przeziębienie, chandra nie do zamaskowania, kosmiczne zmęczenie itd.), to odmawiałam lub odwoływałam spotkanie
  • doszkalałam się intensywnie ze znajomości ludzkiej seksualności i otwartego, wyedukowanego podejścia do spraw, które dla ludzi w naszej kulturze nie są łatwe (seksualność osób niepełnosprawnych, nietypowe fetysze itd.) Byłam także na szkoleniach z granic w seksie, z otwartej komunikacji oraz z umiejętności przekazywania wiedzy o seksie
  • stawałam na głowie, żeby się nie spóźniać, żeby zawsze mieć wybór napojów w mieszkaniu i go proponować i w ogóle żeby customer experience było na tip top (minus szybkie odpowiadanie na maile. Jakie to było dla mnie trudne!)
  • dbałam o szczegóły takie jak to, żeby zawsze mieć restaurację do polecenia klientowi (nasłuchiwanie potrzeb rynku)
  • wdrażałam work-life balance na tyle, na ile wtedy umiałam
  • dopóki się nie zaczęłam wypalać, świadomie dążyłam do tego, żeby mój biznes się stale ulepszał – kolejne inwestycje, kolejne książki i szkolenia…

To był dobry biznes. Rozwijałam go pięć lat i (mimo że branża jest zjebana i bazuje na nierównościach społecznych i płciowych, a ja wyszłam z zawodu z cPTSD) jestem z jego kształtu cholernie dumna. Model biznesowy był zgodny ze mną, z moimi mocnymi stronami, doświadczeniami, archetypem itd. O sukcesie świadczy też to, że do tej pory dostaję czasem prośby, czy nie zrobiłabym wyjątku, pytania, dlaczego już mnie nie ma i czy wrócę albo czy mogłabym polecić koleżankę taką samą jak ja.

*

Tak więc dla mnie sex work is work, ALE duża grupa klientów próbowała przekraczać moje granice albo przynajmniej sprawdzała, czy może sobie na to pozwolić. Podobnie było w agencji. To takie ciągłe próby sił. Które większość kobiet przegrywa z powodu patriarchalnej socjalizacji do roli miłej, grzecznej dziewczynki oraz przez nie dość dobrą znajomość technik manipulacyjnych. Większość kobiet w escortingu ma 18-25 lat, są też młodsze (brr). Czyli miały niewiele czasu na nabranie odporności. Ja miałam więcej już 10 lat temu, a szkołę życia przeszłam paskudną. Wieczna walka o byt.

Dlatego nawet bardzo zjebany klient, który próbował już na żywo naciskać na seks bez gumki, to było dla mnie żadne wyzwanie, jeśli chodzi o opanowanie sytuacji. No sobie naciska, a seksu bez gumki i tak nie będzie, więc niech z tym diluje. Jak dla mnie, może wyjść – ja odreaguję telefonem do przyjaciela i zapomnę do końca dnia. Klienci – zarówno ci trzeźwi, jak i ledwie wstawieni – grzecznie zakładali gumki, żaden nie zdjął ukradkiem w trakcie.

Wielu delikatniejszych sytuacji nie zauważałam na poziomie świadomym, bo reagowałam odruchowo. A część moich zachowań prewencyjnych to była czysta rutyna. Jak wyłączenie żelazka. Zrobiłaś to, ale nic nie pamiętasz.

Jednak na poziomie psychiki to była niestety kolejna walka o byt. Ciągłe próby sił, ciągła kontrola sytuacji, ciągłe prewencyjne prezentowanie się jako silniejsza niż druga strona, niepasująca do roli łatwej ofiary przemocy i wyzysku.

Zaufanie z wierzchu, czujność pod spodem. Życie w stałym, uzasadnionym sytuacją poczuciu zagrożenia. Wieczna ulga, że dziś ZNOWU było miło i ZNOWU nic się nie stało.

Nawet jeśli pan był obiektywnie bardzo miły i pełen szacunku, respektował granice i nie mieliśmy tych nanoprzepychanek, ja świetnie wiedziałam, że słabo go znam. Za słabo, żeby mieć pewność, że mu nie odwali na którymś kolejnym spotkaniu. Niektórym odwalało.

To też złożyło się na traumę. Nikomu nie polecam takiego stylu życia, jeśli wciąż ma lepsze wyjście.

Jeśli więc nie chcesz mówić na to „praca” – masz do takiego podejścia prawo. Masz rację, mówiąc o nierównościach, przemocy i wyzysku i o tym, że większość osób z branży ma PTSD. Trudno nie mieć PTSD w takich warunkach.

Gdy jesteś surwiwalką, to prawo powinno być bezdyskusyjne, bo nazywasz własne doświadczenia własnym językiem.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *