Mieszkanie się opłaca!

lut 3, 2017 | Praca seksualna od środka | 0 komentarzy

Jeszcze rok temu, kiedy myślałam nad wynajęciem mieszkania i oferowaniem incalli, z wyliczeń w Excelu wyszło mi, że byłoby to nieopłacalne. Zeżarłyby mnie koszty prowadzenia takiej działalności. Pracowałabym znacznie więcej, a zyski byłyby porównywalne.

Teraz mam konkurencyjną ofertę, doświadczenie i z pewnością coś sobą oferuję. Nie jestem high class escort (na to zwyczajnie brak mi warunków), ale nie jestem też jedną z wielu (jeszcze rok temu bym była). Gdy więc ponownie usiadłam do Excela i wypisałam koszty, stawki i prawdopodobną ilość klientów, Excel powiedział mi „rób to!”.

Poszłam za ciosem. Jeszcze tego samego dnia wzięłam kredyt na rozkręcenie biznesu (pierwszy czynsz, kaucja, ręczniki, pościel, dekoracje, drugi komplet kosmetyków itp.) i zaczęłam szukać mieszkania pod wynajem. Miałam precyzyjne oczekiwania i już po tygodniu urządzałam swoje nowe miejsce pracy.

Efekty? Mimo kilku wpadek i początkowych trudności z przestawieniem się i organizacją, w styczniu zarobiłam ponad dwukrotnie więcej niż w miesiącach poprzedzających. Realizacja moich celów przyspieszyła. Rat kredytu praktycznie nie odczuwam, zresztą i tak spłacę go przed czasem. Jest dobrze.

To, czego nie przewidziałam, to że będę mieć tak mało wyjazdów. Spodziewałam się, że ich liczba będzie stała, tymczasem panowie zdecydowanie preferują odwiedziny u mnie niż zaproszenie mnie do siebie. Kiedy się nad tym zastanawiam, jest to oczywiste: większa dyskrecja.

Okazało się też, że muszę kupić drugi telefon. Przy outcallach najbardziej sprawdzał mi się dual SIM. Teraz po prostu traciłam potencjalnych klientów, rozmawiając przez telefon prywatnie – większość ludzi dzwoni, a nie pisze. Co prawda z zaufanymi przyjaciółmi rozmawiałam z numeru biznesowego, żeby w każdej chwili móc odebrać połączenie od klienta, ale ci rozłączali się zanim zdążyłam zareagować. Tak więc teraz mam drugi telefon. W ogóle nie odczułam jego ceny.

Trochę się boję, że odlecę i przestanę nadążać za rzeczywistością zwyczajnych Polaków, ale na razie jest jeszcze ok: na codzienne wydatki (jedzenie, szampon itp.) przeznaczyłam w zeszłym miesiącu mniej niż 600 zł. Na co dzień wciąż żyję skromnie. Jedyna – acz znaczna – różnica pomiędzy mną, a przeciętną rówieśniczką polega na tym, że jeśli czegoś potrzebuję, to mogę to kupić lub opłacić i nie boli. A jeszcze niedawno każdy nieoczekiwany wydatek oznaczał dla mnie ogromny stres.

Wygląda na to, że do końca roku spłacę wszystkie swoje zobowiązania i będę mogła zacząć oszczędzać. Na razie miłym zaskoczeniem było to, że po opłaceniu wszystkiego, co powinnam była opłacić, na koniec miesiąca został mi jeszcze tysiąc złotych (poszedł na telefon).

A teraz idę kupić sobie sweterek, który wczoraj widziałam w sklepie (widzicie? nie kupiłam go z marszu!). Jak na dwie szafy, mam za mało ubrań…

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *