Krytyka Polityczna zamieściła na swoich łamach nieco przeredagowany wpis z mojego bloga i od rana z zacięciem godnym lepszej sprawy śledzę komentarze. Niestety jest to feeria uprzedzeń.
Dowiedziałam się już, że nie istnieję (a mój blog jest fikcją literacką), że nie mówi się seksworkerka, tylko dziwka/kurwa/prostytutka (komentujący nie mogli się zdecydować), że nie mam zasad ani się nie szanuję i że nie do pogodzenia jest działanie na rzecz praw człowieka z żądaniem dekryminalizacji usług seksualnych, a feminizm powinien wrócić do swoich seksistowskich korzeni i walczyć z prostytucją. I że są lepsze sposoby na bycie wyzwoloną.
Pewna pani, szczególnie zbulwersowana moim powiązaniem z prawami człowieka, poświęciła kilka komentarzy przywracaniu mi świadomości, jakie jest moje miejsce w szeregu (na marginesie społeczeństwa) i oświeciła, że w przypadku prostytutek nie ma co mówić o godności. Feministka się znalazła…
Dyskusje tutaj:
https://www.facebook.com/dziennikopinii/posts/1248796225216526
https://www.facebook.com/KrytykaPolityczna/posts/10155189095312835
A tutaj obrazek, który wszystko to podsumowuje. Do tej pory naliczyłam 16 trafień.
Najbardziej zadziwia mnie to, że większość ludzi nawet nie przeczytała artykułu. Znowu przeceniłam ludzki intelekt. Wystarczyły im zajawka i notka biograficzna.
Pocieszam się myślą, że kilkanaście lat temu podobne komentarze były normą pod tekstami o prawach osób LGBT, a teraz większość społeczeństwa się ogarnęła. Może z usługami seksualnymi będzie podobnie.


Nawet nie zamierzam tego czytać…