W pracy seksworkerki bardzo często polegam na intuicji. Podpowiada mi właściwy scenariusz, pozwala zadowolić klienta w sposób daleko przekraczający jego oczekiwania, a niekiedy ratuje skórę, bo klient już przez telefon nie brzmi za dobrze i zapisuję go sobie, żeby już się nie dodzwonił.
Dzisiaj posłuchanie intuicji mogłoby mi zaoszczędzić półtorej godziny czasu.
*
Rano odezwała się do mnie osoba z zagranicznego numeru. SMS-em. Podpisała się jako kobieta, chciała zrobić niespodziankę swojemu mężczyźnie. „Nic z tego nie będzie”, pomyślałam sobie i od razu zapytałam, co jeśli partner nie będzie zachwycony taką niespodzianką. Nie nie, zapewniła mnie rozmówczyni, to nie pierwszy raz, bardzo się ucieszy. No dobrze. Pokorespondowałyśmy, po drodze spotkałam się z kimś innym…
*
Szybkimi krokami zbliża się wieczór. Ja w wygodnym i dość leciwym sweterku, z aromatyczną herbatką i świeżo zakupionym poradnikiem dla młodych kobiet „Jak być glam”. Taki radosny kolorowy misz-masz o modzie, urodzie, kulinariach, blogowaniu i grochu z kapustą. Z przeceny. Akurat żeby się odmóżdżyć i dowiedzieć, jak ocenić, czy obcasy w szpilkach nie są za wysokie oraz jak uratować rozsypany cień do powiek albo złamaną szminkę. Nie wiem, jak do tej pory żyłam bez tej wiedzy.
W każdym razie czas wyciszenia i relaksu, a tu nagle kolejny SMS od zagranicznej pani. Czy dzisiaj jestem dostępna? Właściwie… Nikt inny się nie umówił. Odpisuję, że tak, jestem dostępna, tylko dopiero co wróciłam z zakupów i odpoczywam, proponuję spotkanie za jakieś dwie godziny. Pani wolała za trzy, jeszcze lepiej.
Nic mi się nie chce, ale rachunki się same nie popłacą.
*
Czas przy głupiutkiej książce mija błyskawicznie. Jadę na spotkanie, co ostatnio w ogóle mi się nie zdarza – wszyscy wolą spotykać się u mnie. Luksusowy hotel, pięć gwiazdek, bar z darmowymi przekąskami na start. Wysyłam SMS-a, że już jestem.
I czekam.
Facebook przejrzany dwa razy.
Instagram też.
Sprawdzone komentarze na blogu.
A pary nie widać, nie słychać…
Wysyłam kolejnego SMS-a, czekam – nic.
Warianty są dwa:
1) Pan nie chciał się zabawić, pani było głupio.
2) Pani nie istnieje.
*
Ponieważ dzienna komunikacja miejska przestała już działać, musiałam wrócić do mojej garsoniery taksówką. Na szczęście miałam blisko.
A mogłam zostać i czytać głupią książeczkę.

Znam ten ból. Tego marnotrawstwa czasu i pieniędzy gdy umawiasz się z kimś i zostajesz na lodzie. Zadarzyło mi się to prywatnie i zawodowo już
Tym bardziej nie rozumiem przywiązania do świata wirtualnego. 😉