Dlaczego dziewczyny z branży umawiają kilku klientów na tę samą godzinę

kwi 11, 2017 | Praca seksualna od środka | 0 komentarzy

Klienci często skarżą się, że wiele dziewczyn stosuje tak zwany overbooking, czyli umawia się z każdym, kto zadzwoni, nawet jeśli miałoby to oznaczać wystawienie tego czy tamtego pana do wiatru. Sama tego nie robię, więcej: daję pół godziny przerwy pomiędzy jednym spotkaniem a drugim, bo zawsze ktoś się może spóźnić lub się zagapimy, a głupio, żeby moi goście wpadli na siebie w drzwiach. Ale dzisiaj bardzo dobrze rozumiem te pracownice seksualne, które tak właśnie podchodzą do klientów. Czemu? Przeczytajcie.

Miałam na dzisiaj sporo planów. Najpierw spotkanie z dawno niewidzianą przyjaciółką i wspólne zakupy, a potem spotkanie, pół godziny przerwy, drugie spotkanie, pół godziny przerwy, wspólne wyjście na miasto z klientem.

Przyjaciółka wyszła ode mnie tuż przed przyjściem pierwszego pana. Po drodze zadzwonił inny mężczyzna, ale poinformowałam go z żalem, że dzisiaj już jestem niedostępna. Szpilki bym nie wcisnęła w swój grafik, a co dopiero dorosłego faceta!

Przebrałam się szybciutko,  i rozpoczęłam czekanie na pana… Spóźniał się minutę, spoko. Poprawiłam poduszki na łóżku. Dziesięć minut, hm. Kwadrans. No cóż, mam wolne… Jak na złość nikt nie zadzwonił, że jest w okolicy i chciałby wpaść z wizytą. Zdjęłam pończoszki, żeby się nie pozaciągały i wyciągnęłam na łóżku z elektroniką do towarzystwa.

Zagadałam się z przyjacielem na Skypie i nagle zrobiło się „za kwadrans spotkanie”. Aaa, kiedy ja coś zjem? W klubie, do którego się wybierałam na wieczór, same drinki! A w lodówce druty i światło. Trudno. Teraz muszę się szykować. Szpileczki, pończoszki, błyszczyk. Czekanie. Pan przyszedł. Spotkanie przebiegło bardzo sympatycznie, dużo pieszczot, potem rozmowy o pasjach pana, z rozpędu nawet rzucił swoim nazwiskiem, ale nie zapamiętałam. Trochę się nam jego wizyta przedłużyła przez to, ale co tam. Już zapomniałam o jedzeniu.

Z powrotem zrobiło się „za kwadrans spotkanie”. Myśl o jedzeniu znowu wpadła mi do głowy. Ale nie zdążyłabym się przebrać w dżinsy, wyskoczyć do sklepu, kupić coś, zjeść, przebrać się z powrotem. Przejrzałam więc szafki kuchenne. Ryż, makaron, suche płatki śniadaniowe. Usiadłam przy komputerze, sprawdziłam Facebooka, odpisałam na maila i zaczęłam jeść te suche płatki.  Pana nie ma. I nie ma. I, cholera, nadal nie ma.

DWÓCH JEDNEGO DNIA?!

O 20.30 wysłałam SMS-a do pana, który pisał do mnie godzinę wcześniej, czy może wpaść. Zaproponowałam mu spotkanie, choć trochę już byłam zdechła. Nie odpisał.

Kiedy ostygnie mi herbata, wypiję ją i pojadę do domu*. Jak na złość, jutro rano mam tam fryzjera (moje włosy zbyt dawno nie widziały nożyczek) i pedikiurzystkę (tylko ja umiem zamieścić ogłoszenie zapraszające do kontaktu stado fetyszystów stóp, nie mając zrobionych paznokci), więc nie mogę zanocować w garsonierze.

Bilans dnia: wiele godzin poza domem, jedna godzinka z trzech oraz dwie zaprzepaszczone szansy na spotkanie.

Zadźgam tępą łyżeczką następnego, który mnie wystawi.

* Raczej do sklepu, po jedzenie. W domu też same druty oraz niezawodne suche płatki śniadaniowe. Żadnych suchych płatków!

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *