Napaliłam się ostatnio na mieszkanie. Takie do przyjmowania w nim panów, żeby nie robić tylko outcalli, ale także wychodzić do niego jak do pracy, siedzieć i czekać na klienta. Pomyślałam sobie, że dobrze byłoby zacząć od apartamentowca na próbę – takiego z noce.pl – i poszukałam odpowiedniego. Znalazłam dwa, które oceniłam najwyżej, po czym wpadłam na genialny pomysł.
Zrobiłam sobie symulację. Ile mogłabym realnie zarobić bez straty na jakości usług (masowe GFE to ostatecznie oksyromon, przynajmniej w moim przypadku). I wyszło mi, że – po odliczeniu kosztów mieszkania tudzież promocji – byłoby to około 3 tysięcy złotych tygodniowo.
Następnie w drugiej kolumnie wyliczyłam, ile byłabym w stanie zarobić teraz, gdybym – bez mieszkania – zmotywowała się do akcji i miała jedno spotkanie dziennie, codziennie.
Bez odliczania kosztów promocji (na marketing wydaję grosze, acz przydałyby mi się nowe zdjęcia) już widziałam, że… byłaby to porównywalna kwota.
Wniosek: jestem leniem.
A tak serio, to dbam o swoją psychikę. Staram się nie przeciążać pracą, a obecnie, na przedwiośniu, dość ciężko mi się do czegokolwiek zebrać.
Gdyby ktoś chciał mi płacić za leżenie z nim pod kołderką przez cały dzień i jedzenie ciasteczek popijanych aromatyczną herbatą, byłabym już multimilionerką.
Wiosno, przybywaj!

0 komentarzy