Autentyczność, blaski i cienie

lip 8, 2017 | Praca seksualna od środka | 0 komentarzy

Zmiana adresu, platformy i szablonu oraz założenie fanpage’a niewątpliwie zrobiły dobrze mojemu małemu pamiętniczkowi. Zajrzałam ostatnio do statystyk i ojejku, mam ponad 1000 unikalnych użytkowników miesięcznie, z czego większość powraca na bloga, a średni czas spędzony na stronie to prawie cztery minuty. Jestem czytana! I to pomimo braku pikantnych opowiastek z mojej pracy, seksualnych tipów dla mniej doświadczonych, listy 10 najdziwniejszych fetyszy, z jakimi się zetknęłam i innych wędek na czytelnika.

A propos. Wiele historyjek nie trafia na bloga, bo są zbyt charakterystyczne. Dialogi pomiędzy mną a potencjalnymi klientami. Miejsca, w których byłam z wizytą. Marki kosmetyków, których używam i które tworzą unikalny zestaw (tym bardziej, że kieruję się filozofią slow fashion i kupuję mało rzeczy, za to potrzebnych mi i dobrej jakości). Wykształciłam sobie nawyk myślenia „to by była świetna opowieść na Escort Girl”, ale zwykle po tej obserwacji pojawia się refleksja „czy ja aby na pewno mogę o tym napisać?”. Przeważnie nie, niestety.

Umyka blogowi także sporo motywów z mojego codziennego życia, bo… rozmawiam o nim z klientami. Tak, moi panowie doskonale wiedzą, co się u mnie ostatnio wydarzyło. Nie wymyślam historyjek na poczekaniu, nie mam też gotowej bajeczki. Staram się być maksymalnie autentyczna – choćby dlatego, że chociaż ja nie zawsze zapamiętuję, z kim o czym rozmawiałam (rozmawiam z tak wieloma ludźmi, że mi się to miesza), to odwiedzający mnie mężczyźni miewają doskonałą pamięć. Pierwotnym powodem jest jednak to, że po prostu nie czułabym się dobrze z „opowiastką o Świętej Ladacznicy”, która nie byłaby zgodna z prawdą. Od samego początku w agencji (a właściwie od początków sprzed agencji) zawsze odsłaniałam się przed panami.

Jestem zdania, że autentyczność jest bardzo sexy. Nauczyłam się tego jeszcze jako totalna amatorka. Co prawda z pierwszym moim klientem zaliczyłam wpadkę, bo w swojej szczerości przekroczyłam granice dyskrecji i poczuł się z tym niekomfortowo, ale już za drugim razem wygrałam w ten sposób wieloletnią relację. Po spotkaniu pan – prawdziwy dżentelmen – wysłał mi maila z podziękowaniem, w którym pisał między innymi, jaką osobę we mnie zobaczył – tu nastąpiła lista przymiotników – i że jest bardzo pod wrażeniem. Odpisałam mu i tak rozwinął się nasz romans.

Wydaje mi się, że odsłanianie się nie jest dobre dla każdego, oraz że trzeba to umieć (oprócz dyskrecji warto zadbać o swoje bezpieczeństwo oraz o niezrażanie do siebie klienta czymś, czego może nie polubić), ale zauważyłam, że wielu mężczyzn docenia spotkanie z kobietą z krwi i kości. Jest to też dobry fundament pod dłuższą relację. Jak na każdej randce, bycie sobą po prostu popłaca.

Minus jest taki, że teraz nie mogę pomarudzić na blogu na bieżące sprawy z życia osobistego, bo wspominam o nich w odpowiedzi na „co u ciebie?”. Ostatnio chodzę dość zmęczona i sfrustrowana oraz najchętniej to bym tylko spała, budziła się na podaną do łóżeczka kawkę i znowu szła spać.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *