Agencja – i jak mi z tym

wrz 21, 2021 | Praca seksualna od środka | 0 komentarzy

Nigdy nie mogłam uporządkować sobie doświadczenia pracy w agencji. Tej pierwszej agencji, która nie miała nic wspólnego z elegancją, pasją do zawodu, samorealizacją etc. Był tylko prosty, przaśny seks – zwykle z mężczyznami takimi jak właściciel warsztatu samochodowego, który chce sobie ulżyć albo nałogowiec płacenia za seks i mówienia wulgarnych rzeczy do kobiet. Raz mi się zabłąkał zagraniczny turysta-intelektualista, było to przyjemnie odświeżające spotkanie, ale tak na co dzień to leciało się schematem już od odebrania telefonu.

– No cześć mała, co w godzince oferujesz?

– Oral bez, klasyk, pocałunki, pieszczoty, amatorski masażyk – i konia z rzędem temu, kto wyrecytuje to namiętnie, bez cienia znudzenia czy rutyny.

– A biuścik jak?

– Trójeczka.

– Wysoka jesteś?

– 176.

– Szczupła?

– Tak.

– Za dopłatą analik będzie?

– Nie, analiku nie oferuję.

– No dobrze, a gdzie przyjmujesz?

– Tu i tu.

– To ja jadę do ciebie.

A potem ruletka. Przyjedzie czy nie przyjedzie?

Agencja to były także wyplute przez życie, w połowie przypadków uzależnione, w każdym przypadku straumatyzowane kobiety bez perspektyw, które utknęły w tym miejscu na nie wiadomo jak długo i bulwersowały się za każdym razem, kiedy mówiłam „praca seksualna”. Uwłaczało im, że tak to nazywam i trudno im się dziwić. Nie chciały tego robić. Nie chciały tam być. Po każdym seksie natychmiast uciekały obsesyjnie myć zęby i zmywać z siebie klientów, jak gdyby nie mogło to poczekać ani pięciu minut pogawędki. I z pewnością czuły się naprawdę źle z tym, że ich traumy ubierałam w „pracę”. Na szczęście nie robiłam tego często.

Czułam się przy nich jak kwiatek przypięty do kożucha. Równocześnie bardzo lubiłam większość z nich – to były naprawdę fajne koleżanki. Lojalne, wspierające. Razem na jednym wózku – musiałyśmy się trzymać razem.

(No – w obrębie jednego kraju pochodzenia).

Agencja to również menedżerka z doświadczeniem pracy seksualnej, która chciała, żebyśmy wszystkie jak najlepiej zarabiały i w sumie bardzo dbała o atmosferę w tym miejscu, ale…

Ale jej baza stałych klientów, którym mnie wciskała jak świeżo dostarczony towar, zwyczajnie mi nie pasowała. A jak menedżerka umówi ci spotkanie z klientem z bazy, który z początku nie był przekonany do płacenia dziś za seks, to masz się postarać. Nie ma, że klient jest obleśnym seksistą, który jedzie na koksie przez całą noc.

Zasadniczo nie było to najfajniejsze miejsce i bardzo często stykałam się z nieskrywaną pogardą, że tam pracowałam. Także w branży. Samodzielna escort – spoko, klasa. Ale dzi*ka z bu*delu? Fu – na chuj ja tam poszłam?

A jednak było to bardzo cenne doświadczenie. Z dwóch powodów.

Po pierwsze, ZAWSZE zachowywałam jakiś dystans do aktywistycznych narracji, pomysłów i postulatów. Wystarczyło mi wyobrazić sobie którąś z tych kobiet jak to słyszy, jak do niej kierowane są te słowa. Albo jakby to ona miała przyjść na jakieś skierowane do niej wydarzenie poza własną znienawidzoną agencją i obcym osobom (co z tego, że takim samym jak ona) dać do zrozumienia, że tak, to także jej… no właśnie, jaka praca?

Widziałam też, jak traktowały outreacherów, słyszałam ich komentarze, rozumiałam uprzedzenia. To nie byli ludzie z SWP, ale to w sumie bez znaczenia.

Po drugie, kiedy przyszłam do agencji, byłam horrendalnie naiwna. Zieloniutka jak ten szczypiorek. Miałam za sobą kilka spotkań na własną rękę, podczas których cudem nic mi się nie stało. Statystyki spotkań, za które dostałam pieniądze… ech. Pozyskanie klienta? Cały dzień czatowania na portalach randkowych, ani jednego spotkania. Kiepska statystyka.

W agencji wszystkim zależało, żebym sobie radziła. Koleżankom – z serca. Menedżerce i kierowcy – z potrzeb finansowych. Uczyłam się szybko. Słuchałam, obserwowałam, zadawałam pytania. Półroczny trening, dzień w dzień, cały czas.

Wszystko miało być na tip-top w pokoju, a spotkania miały być realizowane. Na „wypierdalaj, typie” było miejsce tylko przez telefon. Kiedy klient przyszedł, należało pobrać od niego pieniądze i zrobić wszystko, żeby nie zażądał ich z powrotem. No chyba że był niebezpieczny, ale niebezpieczni zwykle nie dawali rady dotrzeć do mieszkania. Filtr wyłapywał ich wcześniej. A jeśli klient wyszedł z własnej inicjatywy, następowała analiza – dlaczego. Biznes miał się kręcić i nie był to mój biznes. Ani moje zasady.

Wypracowane wtedy mechanizmy radzenia sobie z tymi nałogowcami płatnego seksu i saperami tak, aby wszyscy byli w miarę zadowoleni (także ja) zaowocowały bardzo dobrym radzeniem sobie później, na własną rękę, z o niebo łatwiejszym sortem klientów. Początek był trudny – nowe warunki, nowe błędy – a potem wszystko mi się zintegrowało.

Inna zaleta pracy w agencji to efektywny marketing. Dobra, nie aż tak efektywny, bo według schematu. Ja robiłam to lepiej – dopasowałam po prostu ofertę do samej siebie. Ale agencja (ta pierwsza) miała wypracowane metody pozyskiwania klientów, które były szybkie i bardzo skuteczne. Wzięłam to, wzięłam podpowiedzi dziewczyny poznanej przelotnie w drugiej agencji (kobieto, tak wiele Ci zawdzięczam, a nie pamiętam Twojego imienia) i, z dużą pomocą znajomych klientów, wypracowałam sobie własną strategię. Dla mnie działała super.

Z perspektywy czasu, największym minusem pracy w agencji okazało się zostanie kosmitką. Tu wulgarna agencja z czerwonym światłem, wbiegającą nago na cudzego klienta naćpaną kobietą i „nie grzesz, to nie praca!”. Tam wypasione randki GFE w pięciogwiazdkowcach przeplatane wyjściem do teatru, kilkudniową wycieczką w góry albo wyjazdem na tydzień do Grecji do multimilionera. No kurwa.

Luksusowe escort zazwyczaj gardzą agencjami i nie mają o nich zielonego pojęcia, z kobietami z agencji zwykle nie mam wspólnego języka, a przeciętne escortki znane mi z internetu nie mają ani jednych, ani drugich doświadczeń.

Izolacja forever.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *