Sporo klientów opowiadało mi historie swoich doświadczeń z innymi pracownicami seksualnymi. Czasami w ramach ciekawostek, często porównań, niekiedy mieli rozterki albo kaca moralnego.
Jedna z historii zaspokoiła w smutny sposób moją ciekawość odnośnie konkurencyjnych ogłoszeń. Otóż kiedy oferowałam BDSM jako uległa, sprawdziłam ogłoszenia innych komercyjnych uległych z Warszawy. Nie było ich dużo. Dominował ton „jestem suką, nie okazuj mi szacunku, zgwałć mnie w drzwiach”. Ta ostatnia fraza – to cytat z kilku takich anonsów.
Moje ogłoszenie było bardzo konserwatywne, skierowane do rasowych kinksterów. Oferuję to i to, a tego i tego nie. Mam takie i takie zabawki. Prywatnie mam Mastera. Czy jakoś tak.
Intrygowało mnie to „zgwałć mnie w drzwiach” bardzo. Ktoś. To. Lubi?
Jeden z klientów opowiedział mi historię, jak to odwiedził panią z takim ogłoszeniem. Usiedli na kanapie. Zaczęli rozmowę. Zapytał o BDSM. I dziewczyna z miejsca zmarniała, zamknęła się w sobie, było widać, że się boi – ale zaczęła wyciągać pejcze itd.
Klient był sadystą. Strach kobiet bardzo go podniecał. Ale to miał być strach konsensualny. W TRAKCIE ZABAWY, nie kiedy rozmowa schodzi na jej temat. I w ramach preferencji i granic kobiety.
Wyraźnie było widać, że czego by ta kobieta nie powiedziała, w ramach jej preferencji nie było miejsca na BDSM.
Więc go nie było. Kobieta schowała zabawki z powrotem, a klient przyjechał do mnie.
Szkopuł w tym, że nawet moje ogłoszenie przyciągało co jakiś czas predatorów, a tamto musiało być dla nich dużo bardziej atrakcyjne.
Nie wiem, co ta kobieta przeżyła, ale na 100% jej strach był uzasadniony.
Tylko że. Ona to miała w ofercie. Klient płacił.
Mało który klient serio chce wyjść poza schemat „przyjechałem, zapłaciłem, należy mi się to, co było ustalone”. Nawet z tych „miłych” („jestem miłym mężczyzną, żadnych zboczeń”) spadają często maski, kiedy odbiera im się dostęp do usługi, na którą się napalili. A niektórzy wprost mówią „masz to w ogłoszeniu, więc ma to być”. Czasami ściemniając. I próbują wymuszać realizację – perswazją, a nawet siłą.
Promuje się teraz podejście, że jak klient zapłaci, to jest OK. Kupił zgodę. Jak nie zapłaci albo ukradnie pieniądze – gwałt. Ale jeśli pieniądze zostaną u kobiety, to wszystko jest zwykle OK. Co najwyżej klient „przekroczy granice ustaleń”, jak ten od pobicia cytowanej ostatnio pracownicy. No, może „wymusi usługę x”.
A tu mamy kobietę, która okazuje strach, kiedy rozmowa schodzi na rzeczy, które ma w usłudze. „Zgwałć mnie w drzwiach”, zaprasza. Może napisała to sama, może napisał to ktoś, komu podlega i oddaje 50% zarobków. Klient tego nie wie, ale…
Większość nie powie „schowaj te zabawki”. Większość skorzysta z zaoferowanej usługi i zapłaci (z góry). Wyjdą. I wszystko będzie OK.
Podobno.

0 komentarzy