Dawno, dawno, dawno temu, za siedmioma górami, kiedy nie istniały smarfony ani powieści o Greyu, a media społecznościowe były w powijakach, dwudziestoletnia Ela szukała w mądrych książkach seksuologicznych informacji o tym, dlaczego lubi dziwne rzeczy w łóżku, których nikt inny nie lubi.
Ela znajdowała wyłącznie wzmianki o „osobnikach sadystycznych” i „osobnikach masochistycznych”, gdzie było napisane dużo różnych dziwnych i niezbyt miłych rzeczy, które w ogóle nie miały przełożenia na fantazje i pragnienia dwudziestoletniej Eli.
Ela zaczęła realizować te pragnienia ze swoją dziewczyną, ale „osobniki masochistyczne” trochę jej bruździły. Ela nie miała poczucia, że to o niej.
Wiele lat później Ela zidentyfikowała się jako uległa. No bo nie jest masochistką, ale lubi BDSM, to pewnie jest uległą. Lubi ulegać komuś w łóżku i ma kinki, tak? ULEGŁOŚĆ!
A skoro Ela okazała się uległa, a w internetach znalazła sporo o uległości i związkach Master/slave, to Ela zachciała kontraktu, obroży i życia 24/7. Może warto tu wspomnieć, że Ela jest perfekcjonistką. I że lubi wmawiać sobie rzeczy.
Wiele lat później Ela związała się z pewnym miłym sadystą i stworzyli razem związek M/s 24/7. Który jakoś zgrzytał mimo szczerego zaangażowania Eli w bycie dobrą uległą i dobrą niewolnicą. Może Ela starała się za mało?
Miły sadysta mówił Eli, że wcale nie jest uległa, nie rozumie uległości i po prostu lubi ostry seks, ale Ela nie chciała słuchać. To jej tożsamość! Zostaw! Nieprawda!
Któregoś razu miły sadysta zabrał Eli jej ulubioną kurtkę we wściekle różowym kolorze i nie chciał oddać, bo jej nie lubił, a Ela wybuchła, bo nie życzyła sobie sterowania jej życiem i w ogóle jak miły sadysta może tego nie rozumieć, ta kurtka to naprawdę przegięcie.
No to miły sadysta się wkurzył. O te bajki. Oddał kurtkę, schował zabawki do kufra i oznajmił, że więcej BDSM nie będzie, bo robią Eli krzywdę.
Ela miała wtedy sporą kolekcję traum i awersję do seksu i erotyki, więc za namową miłego sadysty poszła leczyć traumy.
Kilka lat później Ela zaczęła mówić, że jest sfrustrowana i chciałaby „mocniej”. Że tutaj chwytanie za włosy, a tutaj klapsy, a tutaj coś mocniej z piersiami. Zaczęła też prowokować. W ramach flirtu. Żeby jej miły sadysta pobył wobec niej sadystą. Tak troszkę. I wtedy bardzo powoli, bez pośpiechu, metodą „dwa kroki do przodu, jeden krok w tył”, coś zaczęło się zmieniać.
Minął kolejny rok. Ela ma „mocno”. Akurat tak jak lubi. To nic w skali Fetlife, zero śladów, co najwyżej jakiś mały siniak na piersi albo malinka, ale Ela jest zadowolona, bo ją boli i jest jej niekomfortowo, czyli bardzo fajnie. A jak myśli, że nie da rady więcej, to odczekuje moment z powiedzeniem, że nie da rady więcej i wtedy właśnie zaczyna jej się bardziej podobać. Zauważyła niedawno, że to jest zupełnie inne odczucie, niż kiedy naprawdę nie daje rady więcej i powinna była to powiedzieć.
Ela osadziła się trochę w tym, co lubi i wtedy dopiero pozwoliła sobie zastanowić się, kim właściwie może być.
I tak jej się przypomniały te „osobniki masochistyczne” w mądrych książkach sprzed wielu, wielu lat, kiedy nie było smarfonów ani Greya, a media społecznościowe dopiero raczkowały.
Ciekawe co by było, gdyby Ela nie lubiła czytać.

0 komentarzy