„Ojej, chyba kogoś zgwałciłem, i to nie raz, ale żadna ofiara nie przyszła potem się skonfrontować i w sumie to nie wiem, kogo zgwałciłem, nikogo sobie nie przypominam, ale mi trochę głupio, nie wiem, jak mam się do tego odnieść, ale wiedzcie, że dla mnie też „nie znaczy nie”.”
Rzygam tą aferą bardzo, bo jeden znany mi pan miał podobną narrację.
Poznał ileś tam ofiar gwałtu, uważał to za straszne przestępstwo, po czym… ulegał swojemu libido, a po zwróceniu mu uwagi robił scenę, jaki to jest niedobry i idzie do kąta się powstydzić.
(Ale nie na tyle niedobry, żeby można było opowiedzieć o tym wydarzeniu wspólnej przyjaciółce, bo to „jego prywatne sprawy”).
Sprawę ponoć przemyślał. Ponoć jest już dobrym obywatelem. Nie, nie odważył się posłuchać o konsekwencjach swojego zjebania sprzed lat.
Powiedzieć głośno, że przemoc seksualna jest zła i się jej nie popiera, to potrafi każdy. Zdecydowana większość gwałcicieli nie ma pojęcia, czego się dopuściło. Ofiary jakoś nie za bardzo chcą przychodzić, „porozmawiać o tym” i zmierzyć się z ich drama(ta)mi.
(Molestujący mnie niezbyt dawno temu eksio – inny pan, ale bardzo podobny psychologicznie – zdecydowanie na taką rozmowę nie zasługuje. Zresztą na 100% zwali winę na patriarchat, który nie nauczył go, pięćdziesięcioparolatka, jak w praktyce wygląda „nie macaj kobiety bez jej zgody”. No sorry, nie będę robić mu edukacji seksualnej).
Przejąć się na pokaz – też łatwo. Nawet to dobrze wygląda PR-owo, część ludzi kupi bajeczkę o skrusze i już, sprawa w dużej mierze zamieciona pod dywan. Za jakiś czas będzie można hulać dalej.
Za to BARDZO chciałabym zobaczyć gwałciciela, który z tej okazji idzie na policję, bo uważa, że skoro popełnił przestępstwo, to należy mu się kara wyznaczona przez sąd. Albo na terapię, żeby nauczyć się, co to znaczy zgoda i jej brak i jakie jego przekonania uczyniły go przestępcą.
Btw.
Jestem głęboko przekonana, że sporo „przejętych” mężczyzn gwałci dlatego, że myślą, że domyślnie mają zgodę na seks (oraz każde inne działanie) i tylko jednoznaczne „NIEEEE SPIERDALAJ ZBOKU JEDEN” połączone z pobiciem oznacza brak zgody.
Choć w przypadku BDSM to zdradzieckie. W Voodoo trafił mi się przecież taki jeden, że nawet odruchowy kopniak w okolice krocza nie dał mu wglądu w to, że przegiął i powinien przeprosić. „O nie, tak się nie bawimy”, powiedział. NIE BAWIMY. BDSM weszło mu za mocno.

0 komentarzy