Chłam sprzedaje się najlepiej

kwi 3, 2018 | Praca seksualna od środka | 0 komentarzy

Mój dobry kolega, który kończy studia z zarządzania i robi jakieś staże studenckie w korporacjach i z którym sporo rozmawiam o swojej pracy i jego studiach, ostatnio stwierdził całkiem serio, że jego zdaniem o marketingu itp. wiem więcej niż niejeden kiepski menedżer zatrudniony w poważnej firmie. Oczywiście jego ekspertyza nie jest super wiarygodna, a porównanie do “kiepskiego menedżera” niezbyt budujące, ale to taka miła ilustracja, że sprzedając seks na własną rękę, nie stoję w miejscu – oraz potwierdzenie tego, że to dobry początek kariery jako bizneswoman.

Gwoli uczciwości, nie działam tak zupełnie sama. Mam coś w rodzaju darmowych mastermindów i analizujemy sobie czasem we dwoje, co robię dobrze, a co mogłabym poprawić oraz jak zareagować na zmiany na rynku usług seksualnych.

Ostatnio mieliśmy zabawną rozmowę, bo z głupia frant rzuciłam pomysł otworzenia w Warszawie pewnego miejsca na poziomie z zupełnie neutralnej branży, a mój rozmówca na to, że nie ma kultury, nie ma popytu, to na siebie nie zarobi i – “wyobraź sobie, że otwierasz luksusowy burdel, wielka, piękna przestrzeń, usługi wysokiej klasy, wysokie stawki…”. Cóż. Oboje świetnie wiemy, że przez chwilę w takim miejscu pracowałam: było bardzo przyjemnie, ale ani ja nie mogłam się utrzymać, ani firma nie dała rady przetrwać. Nawet znalezienie pracownic na odpowiednim poziomie graniczyło z cudem.

 – Może chcesz u nas pracować? – zapytałam kiedyś koleżankę koleżanki, która nas odwiedziła pod nieobecność menedżerki. Była ładna, młoda, inteligentna, kulturalna…

…i niezależna.

Odmówiła. Nie minęły dwa tygodnie, a zrozumiałam dlaczego i sama odeszłam.

To smutne, ale często/przeważnie/zawsze (?) najlepiej zarabia się na chłamie oraz usługach i produktach przeciętnej jakości. Koneserów i bogaczy, którzy zapłacą więcej i będą żądali jakości jest ograniczona ilość, a resztę zadowoli byle co i jeszcze będą się upierali, że ten chłam jest zarąbisty.

Teoretycznie to rozumiem, ale kiedy przychodzi co do czego i próbuję postawić pierwsze kroki w nowym biznesie, włącza mi się perfekcjonizm. Nie umiem wyprodukować chłamu. Ja nawet nie rozumiem oczekiwań ludzi, którzy tego chłamu pożądają. Nie umiem się wstrzelić w oczekiwania. Gdybym pisała powieść i miała ku temu talent (a niestety nie mam), skończyłabym jak mój były. “Proszę pana, to jest znakomite, cudowna rzecz, ale to się nie sprzeda, ludzie tego nie zrozumieją. Z żalem musimy odrzucić pańskie dzieło”.

Miałam w Sylwestra ambicje, żeby w tym roku przenieść się do bardziej luksusowego apartamentu, zainwestować w wygląd więcej pieniędzy (nie, nie mam na myśli spalenia się na solarium i silikonów ;)) i podnieść stawki, ale już widzę, że to się nie sprawdzi. Znowu się nie wstrzelę. Gdybym miała 18-21 lat, to może. Ale apartament z widokiem na Pałac Kultury i kilku klientów na godzinę dziennie (codziennie) to nie do końca moja bajka, szczególnie w obliczu zmian w polskiej gospodarce (ludzie wydają zauważalnie mniej pieniędzy), a podniesienie stawek się wyraźnie nie sprawdziło.

Kombinuję dalej.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *