To jedno z tych pytań, które słyszę regularnie… Mężczyzn to wydaje się fascynować i myślę sobie, że to dla nich rodzaj fetyszu.
Najczęściej uśmiecham się i odpowiadam, że pewnie tak, bo nie chcę klientowi serwować niepotrzebnego mu wykładu, ale weźcie sobie kiedyś wrzućcie nimfomanię w Google i zobaczcie w jakim tonie mądre źródła wypowiadają się o tym, co tak naprawdę oznacza kobietę, która lubi seks.
Albo nie, wkleję wam.
Istnieje wiele zaburzeń seksualnych, ale najbardziej popularnym (głównie dzięki filmom) jest hiperseksualizm. W przypadku kobiet zaburzenie to najczęściej jest nazywane nimfomanią, a u mężczyzn satyryzmem. Najprościej można to zdefiniować jako nadmierną, nienasyconą potrzebę aktywności seksualnej. Jak każde uzależnienie, hiperseksualność jest również wyniszczająca i pociągająca za sobą wiele niebezpieczeństw jak np. choroby weneryczne.
Spotykam się średnio co dwa, trzy dni. Oznacza to kilkanaście stosunków w miesiącu. Dużo? Mało? Polacy zazwyczaj kochają się ponoć nieco częściej niż raz w tygodniu, więc myślę, że mieszczę się w aktywnej seksualnie normie (statystykę zaniżają przecież ludzie w ogóle niemający partnerów).
Zazwyczaj uprawiam seks z przyjemnością i zazwyczaj jestem podniecona, ale nie aż do ślinotoku. Czyli chyba znowu w normie.
Odkąd mam tę pracę i regularny seks, praktycznie zarzuciłam masturbację aż do orgazmu – dość często pieszczę swoje ciało, ale dla przyjemności, a nie dla rozładowania seksualnego. Zresztą ta moja masturbacja była dosyć kompulsywna: porno i kilka, kilkanaście minut stymulowania łechtaczki. Nic zawrotnego.
Różnica pomiędzy mną a przeciętną kobietą, pomijając oczywiście ilość partnerów seksualnych, polega więc głównie na tym, że jestem otwarta na eksperymenty. Masaż? Jasne. Seks w trójkącie? Lubię, czemu nie. Wycieczka do klubu dla swingersów? Idziemy, bawmy się! Trampling? Brzmi fajnie, mogę po tobie podeptać. Głębokie gardło? Oferuję, czemu miałabym nie oferować. Łaskotki? Zaryzykuję, najwyżej mi się nie spodoba. Gra towarzyska? Czemu nie. Żadnych ekstremów, normalna różnorodność…
„Czy masz nadmierną, nienasyconą i wyniszczającą potrzebę aktywności seksualnej?”
Kobiety naprawdę potrzebują seksualnej rewolucji, skoro moje „lubię różnorodność w seksie” aż tak odstaje od normy.

Nimfomanka by się do Twej branży wbrew pozorom nie nadawała. Przez swoją przypadłość mogłaby być dość łatwo zmanipulowana do skrajnego obniżenia ceny swych usług. A co za tym idzie ni byłaby w stanie ekonomicznie się wybić poza pewien pułap
Sugerujesz, że kobieta, która lubi seks ponad normę nie może pracować jako dziwka, bo ostatecznie to ona musiałaby płacić klientom, gdyż przyjemność z seksu byłaby ważniejsza niż ekonomiczna gratyfikacja? Ciekawa teoria. 😉