Żarty żartami, ale gdyby prostytucja w Polsce była bardziej skryminalizowana niż jest obecnie, to znaczy gdybyśmy albo my, albo nasi klienci łamali prawo, nie byłoby tak różowo i nie skończyłoby się na spisaniu nas do notesików.
Przede wszystkim albo my miałybyśmy problemy (co policjanci mogliby skwapliwie wykorzystywać, oczekując łapówek w naturze), albo to nasi klienci obawialiby się nalotów.
W tej drugiej sytuacji klientela by się radykalnie zmieniła: zamiast miłych panów biznesmenów, którzy przychodzą do nas na winko i seks, mogłybyśmy przyjmować tylko ludzi, którzy policję mają głęboko w d. – i którzy traktowaliby nas bardzo źle.
Na razie moja praca jest tak różowa, że nie czuję, żebym pracowała.
Gdyby jednak w Polsce przeszedł projekt skryminalizowania korzystania z naszych usług (pozdrowienia dla feministek, które tak troszczą się o dobro kobiet), momentalnie wolałabym zapieprzać w pieluszce na kasie w Biedronce.
Mobbing mobbingiem… ale gwałt jest gorszy.

0 komentarzy