Bywa, że dzwoni ktoś, kto wyraźnie pomylił dziewczynę na telefon z dziewczyną z seks-telefonu i sapie do słuchawki. Taki zawsze usłyszy „a bodaj ci usechł!”, „kupę robisz?” lub coś równie uroczego.
Grzecznie w pracy
Mam poczucie, że moim koleżankom z pracy wiele brakuje, jeśli chodzi o profesjonalną obsługę klienta przez telefon.
To nawet nie to, że nie starają się poderwać klienta, dać mu poczucie, że jest tym jedynym – też tego nie robię i jakoś zawsze moje rozmowy telefoniczne są krótkie i konkretne. Ale wiele z nich odpowiada ze zniecierpliwieniem, okazując, że męczy je podawanie adresu lokalu po raz setny czy tysięczny. Tak jakby w ogóle nie chciały, żeby ten człowiek przyszedł. No dobra, przyznaję: przeważnie naprawdę nie chcą, bo to oznacza kolejny stosunek. Niechby jednak chociaż spojrzały na tego człowieka jak na stuzłotowy banknot na nóżkach… nadal nie chcą zachęcić go do przyjścia?
Najgorsze jednak są wybuchy. Kiedy potencjalny klient pyta przez telefon o coś, co jest poza zakresem usług oferowanych przez daną dziewczynę, co przeważnie oznacza również całkowite przekroczenie jej osobistych granic seksualnych, część moich koleżanek ma w zwyczaju danie mu do zrozumienia, że jest głupim, obleśnym natrętem, który marnuje ich czas swoimi rojeniami.
I niekoniecznie on jest natrętny! Czasami rozmowa wygląda tak:
– Czy w grę wchodzi również palcóweczka?
– Co ty, zdurniałeś? Palce mi będzie wtykał!
Niekiedy klient pyta o coś, co mieści się w granicach moich lub innej dziewczyny, więc nie rozumiem czemu nie odpowiedzieć „ja tego nie robię, kotuś, ale moja koleżanka bardzo tak lubi, czy podać jej słuchawkę?”.
Czasami dzwonią dzieciaki, które znalazły w Internecie numery do prostytutek i, podekscytowane, dzwonią o coś zapytać. W tle słychać chichoty, a koleżankę zwykle trafia wtedy szlag i woła „idź do mamusi, niech ci da mleka!” lub coś podobnego.
Jakoś nie jestem przekonana do takiej reakcji. Wiadomo, że dzieciak nie jest i jeszcze długo nie będzie ani klientem, ani partnerem do poważnej rozmowy, ale żeby na niego wybuchać…
Mnie przeważnie trafiają się sami poważni klienci – albo po prostu nie zauważam, że facet poruszył w normalnej rozmowie coś, co spowodowałoby wybuch którejś z koleżanek.
Dzisiaj wreszcie zadzwonił ktoś, kto mnie zdenerwował.
Rozmowa wyglądała tak:
– Halo?
– Wsadzę ci swój ogonek do twojej pupy i coś tam zostawię…
– Nie, dziękuję, to nie jest możliwe. Ale życzę powodzenia w znalezieniu dziewczyny, która się zgodzi.
– On nie jest duży, no zgódź się…
– Nie, dziękuję.
– Potem ci ładnie wyliżę…
– Papa.
Rozłączyłam się natychmiast, żeby nie zdążył powiedzieć czegokolwiek więcej.
Nie lubię, gdy ktoś nie rozumie, że „nie znaczy nie”, a przy tym felching leży bardzo daleko poza moimi granicami. Zdenerwowało mnie, że facet nie zapytał, czy mam na to ochotę, nie zaproponował tego – tylko po prostu zapowiedział, że coś zrobi. Oczywiście nie miał możliwości zrealizowania zapowiedzi, ale i tak poczułam, że jakoś mnie przekroczył.
Prawdopodobnie byłoby mi łatwiej, gdybym się na niego w odpowiedzi wydarła, że jest głupim zbokiem i niech sp…la. No ale to zdecydowanie nie jest mój styl, a poza tym… są amatorzy felchingu, czyli czynności, którą opisał. Fakt, że jakaś czynność mieści się poza moimi granicami, nie czyni jej miłośnika zboczeńcem.
Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.
Zamów moją książkę
Zamów moją książkę
Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.
Święta Ladacznica
Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.
„Fakt, że jakaś czynność mieści się poza moimi granicami, nie czyni jej miłośnika zboczeńcem.”
Żeby tak wszyscy myśleli. Ale nie. Okazuje się ze jest pełno ukrytych dewiantów cierpiących przez brak możliwości spełniania swoich namiętności bo boją się łatki „zboczeńca”
Ciekaw jestem dlaczego te dziwki oczekują szacunku od innych, skoro nie mają go dla nikogo włączając to same siebie? To są takie proste sprawy, ale większość kobiet nie dawałaby dupy za pieniądze, gdyby potrafiła myśleć. Ale skoro łatwiej rozłożyć nogi niż logicznie pomyśleć, to potem takie sfrustrowane panienki nienawidzą swojej pracy, ale nie zrobią nic by to zmienić. Myślenie boli, jak widać na wielu obrazkach z życia.