1)
Odgracam mieszkanie, w kartonie znalazłam „Doświadczalnik”. Zdecydowałam się zachować, bo w końcu to jak pamiętnik z doświadczenia + redakcyjna praca własna. Ale zajrzałam do środka i podtytuł zawiera frazę „bezpieczna praca seksualna”. Zeszłam.
„Bezpieczna praca seksualna” to dla mnie oksymoron. Taki sam, jak „bezpieczny seks”, tylko wzbogacony o cały kontekst spotkań z obcymi ludźmi jako seksworkerka, Domina, masażystka erotyczna, striptizerka. („Doświadczalnik” nie uwzględnia zawodów pozbawionych bezpośredniego kontaktu z klientem). Tyle rzeczy może pójść nie tak, że mówienie o „bezpiecznej” pracy seksualnej jest wprowadzaniem w błąd.
„Bezpieczniejsza”, na wzór „bezpieczniejszego seksu” – tak, to byłby dobry tytuł. „Doświadczalnik” JEST o tym, jak mieć mniej niebezpiecznych sytuacji i jak radzić sobie, kiedy już coś nam zagraża. Ale te niebezpieczne sytuacje są i będą zawsze.
Redagowałam tę publikację, ale nigdy tego nie wyłapałam.
2)
Rośnie moja świadomość, co autentycznie lubię teraz w seksie. Mogę wymienić z głowy sporo rzeczy. Jeszcze kilka miesięcy temu lubiłam to, co się działo w sypialni, ale kiedy w aseksualnym kontekście miałam o tym pomyśleć, sama dla siebie – w mojej głowie była pustka. Teraz są słowa i obrazy.
3)
Kilka tygodni temu mieliśmy dłuższą rozmowę o elemencie naszej relacji M/s sprzed dawien dawna. Do niedawna temat był zbyt drażliwy, żebyśmy go poruszali na co dzień. Szczególnie poza domem. Raczej w sypialni, z masą chusteczek i herbatą na uspokojenie.
Piknik, słoneczko, siedzimy na kocu i dzielimy się skrajnie odmiennymi perspektywami wobec czegoś, co dałam sobie dawno temu narzucić w ramach „bo jak nie spełnię jego fantazji i potrzeb, to się znudzi i odejdzie”.
Bez żadnych spięć doszliśmy do „agree to disagree” i płynnie zmieniliśmy temat.
4)
Ostatnio Instagram podsunął mi post w stylu „Co to jest pozytywna seksualność”. Ciekawa rzecz, że teraz praktykuję pozytywną seksualność dużo bardziej, niż kiedy byłam zagorzałą fanką pozytywnej seksualności.
„Bardziej” oznacza tutaj „na znacznie głębszym poziomie”. Zamiast nieskończonej ilości różnorodnych doznań („chcę spróbować wszystkiego choć raz!”) poszłam w jakość tych, które faktycznie sobie zapewniam.
Trochę jak szafiarka, która przerzuciła się na slow fashion.
5)
Jedna rzecz w pozytywnej seksualności mi nie odpowiada, ale to temat na osobny post.

0 komentarzy