„Jesteś atrakcyjna to mogłabyś zwiększyć też stawkę i iść w kierunku ekskluzywnej klienteli”
Nie wiem, co to jest ekskluzywna klientela. To ci, co mają dużo pieniędzy czy ci, co dużo płacą? Bo to NIE są ci sami ludzie.
Któryś z moich klientów miał kilkanaście milionów złotych, do których mógł w każdej chwili sięgnąć. Inny posiadał trzy apartamenty w trzech stolicach na dwóch kontynentach, a kiedy z nim przebywałam, kupił sobie czwarty, bo 100m2 w centrum to było dla niego za mało. Kolejny miał penthouse w samiusieńkim środku Warszawy. Nastepny – niewiele skromniejsze lokum w modnej okolicy. Supereleganckie, nowoczesne wnętrza mieszkań moich klientów to był dla mnie chleb powszedni, w jednym takim apartamencie aż zabłądziłam.
Bywałam w różnych wykwintnych restauracjach i pięciogwiazdkowych hotelach, chodziłam na spektakle teatralne i koncerty, dostawałam kosztowne prezenty i tak dalej.
Takie doświadczenia liczą się za spotkania z ekskluzywną klientelą czy nie?
ALE.
W pewnych kręgach mawia się, że biedni liczą każdą złotówkę, a bogaci – każdy grosz.
W przypadku moich klientów była to absolutna prawda. Lubili oszczędności, kochali negocjacje. Szanowali swoje pieniądze. Zdecydowana większość z nich nie zamierzała przepierdalać ciężko zapracowanego majątku na usługi seksualne, bo nie mieli kompleksu „jestem taki ważny i bogaty, że mnie stać”. Z takim kompleksem nie jest się bogatym zbyt długo.
Moi klienci to byli dojrzali mężczyźni bez większych kompleksów, więc nie zamierzali płacić mi 2 000 zł za wspólny wieczór. Brak kompleksów było też widać w tym, jak podchodzili do innych aspektów życia. Na przykład kiedy spędzaliśmy razem dłuższy czas, jadaliśmy wszędzie, gdzie mieliśmy ochotę – także w ulicznych fastfoodach, przy których McDonald to elegancka restauracja.
Ceny za swoje usługi – podobnie zdjęcia i tekst ogłoszenia – ustalałam z kimś takim jak moi docelowi klienci, z myślą o innym konkretnym reprezentancie tej grupy.
Zdecydowana większość ludzi spoza mojej niszy niczego nie ogarniała. Wyższa średnia stawka rynkowa. Amatorskie, na pozór nieobrobione zdjęcia, w większości w ubraniu. Ogłoszenie nudne, niepodniecające. Kto to kupi?!
Ileż to ja porad dostałam, żebym poszła do profesjonalnego fotografa, żebym pokazała więcej ciała, żebym bardziej kusiła pozą, żebym właśnie podniosła cenę do poziomu, powiedzmy, 1 200 zł/h… Oczywiście te światłe rady ZAWSZE dawały mi osoby spoza mojej grupy docelowej i bez dowiedzenia się o taki szczegół jak to, kto jest adresatem oferty.
Nie przyciągnęłam ani jednej sławy. Zero aktorów, zero polityków. Zero gangsterów. Nikogo, kto szukałby atrakcyjnej młodej dziewczyny za miliony monet, żeby masturbować się tym, jaki to on jest majętny. Może to jest ta ekskluzywna klientela? Bo wydaje dużo pieniędzy na seks?
Problem w tym, że tacy ludzie często są bardzo trudnymi klientami, a ja lubię spokój. Poza tym nie jest ich zbyt wielu, więc trzeba się namęczyć, żeby ich pozyskać i bywa, że długo się żaden nie pojawi na horyzoncie. Dlatego bardzo wysokie stawki wielu osobom się nie kalkulują. Wolą mieć ciągłość dochodów. Ja też wolałam.
Stąd też po dopracowaniu oferty miałam całkiem zazwyczaj fajną, bogatą klientelę BEZ zwiększania stawek. Za to zazwyczaj mogłam komfortowo żyć z tych wspólnych wieczorów rozpoczętych w dobrych restauracjach, na drinku w hotelowym barze albo na koncercie.

0 komentarzy