Rola uległej w związku BDSM tak bardzo przeprogramowała mi mózg, że do tej pory (4 lata po zmianie statusu związku) odzyskuję zapomniane fragmenty autonomii.
Teraz pracuję nad ponownym odkryciem, jak właściwie lubię wyglądać. Właśnie sobie przypomniałam, że lubiłam ramoneski. Ernyks jako mój Pan nie lubił ramonesek, więc o nich zapomniałam.
Od bardzo dawna MOGĘ. Ernyks wcale nie chce mnie kontrolować, wprost przeciwnie. Najbardziej ze wszystkiego zależy mu, żeby była autentyczna, prawdziwa. Ale dalej podświadomie podporządkowuję się temu, co mu się spodoba, a co nie. Żeby był ze mnie zadowolony.
W tle OCZYWIŚCIE jest potworna matka, która traktowała mnie jako przedłużenie siebie i terroryzowała na każdym kroku. Do tej pory mam problemy z ekspresją emocji, bo nie miałam do nich prawa. Cień złości albo smutku na twarzy prowokował dalszą przemoc. Wobec tego się uśmiecham i prawie wszyscy się na to nabierają. Ernyks nie. Tylko że on lepiej wie, że ja jestem zła czy smutna, niż ja sama. Bo żeby uśmiech był przekonujący, musiałam się zdysocjować od prawdziwych emocji i nadal mam z nimi bardzo słaby kontakt.
Matka miała wizję, jak jej ukoffana córeczka ma wyglądać. Narzucała ją tak opresyjnie – razem z dziesiątkami innych wymagań – że przez długie lata nie wiedziałam, jak to jest nie czuć ścisku żołądka ze strachu.
Udało mi się zbuntować w domu, ale schemat pozostał.
Nazwałam go uległością i pielęgnowałam latami.
Bo jak będę idealną realizacją czyichś oczekiwań, to będę kochana. Czyż nie?
Ernyks jest najważniejszą osobą w moim życiu, więc schemat „jestem taka jak lubisz” jest niezwykle silny, a bycie ZE SOBĄ w związku BDSM w ogóle nie pomaga. Bo my realizowaliśmy ten schemat wspólnie, starannie go pielęgnując. Nie było nowego rozdania z nowym człowiekiem, co trochę by ułatwiło sprawę – była zmiana statusu relacji.
Łatwiej powiedzieć niż zrobić.
Tak trudno jest być sobą dla siebie i mierzyć się z wizją choćby minimalnej dezaprobaty.
Uległość była dla mnie niezdrowa, ale jaka wygodna! Całymi latami nie musiałam się dotykać tej traumy. Mogłam po prostu się podporządkować nie-partnerowi (w miejsce matki) i o niczym nie myśleć.
Może poza tym, jakie to toksyczne, że specjaliści dopatrują się traum z dzieciństwa zamiast bezkrytycznie afirmowac BDSM każdego człowieka, bo każdy może być sobą.
Problem w tym, że akurat ja w intymnych relacjach nigdy sobą nie byłam.

0 komentarzy