Jesteśmy na urlopie i świetnie się bawimy.
Pardon.
Ja jestem w pracy.
I świetnie się bawię.
Przypomniało mi się ostatnio to słynne powiedzenie i jest w nim trochę prawdy, ale trochę zakłamuje rzeczywistość.
To, że kocham moją pracę i teraz nie czuję, żebym pracowała, nie oznacza, że nie miewam ciężkich dni i momentów. Czasami powody są prozaiczne: boli mnie szczęka (ale oboje chcemy skończyć, więc zagryzam zęby uśmiecham się ładnie i kontynuuję). Czasami są brutalne: klient jest nieprzyjemny i nie czuję się z nim bezpiecznie (ale jakoś chcę dociągnąć do końca spotkania). Ale są. Podobnie jak są dni takie jak teraz – radosne, pełne czułości, składające się z samych miłych chwil.
Zapomnienie, że jest się w pracy, to klucz do sukcesu w branżach związanych z dostarczaniem klientowi szeroko rozumianej satysfakcji. Przychodzi taki moment, kiedy nie jesteś już nieśmiałą pracownicą branży X, która ma kilka formułek i leci skryptem, próbując coś komuś sprzedać, ale profesjonalizm w Ciebie wrasta i wszystko, co mówisz i robisz, jest dobre nie dlatego, że ktoś tak powiedział, ale dlatego, że wypływa z głębi Ciebie: wprost z Twojej chęci zrobienia klientowi Z dobrze, z Twoich umiejętności, Twojej unikalnej oferty i świadomości jej wartości.
Choć rzeczywiście jestem w pracy i podobno dobrze mi idzie, w ogóle o tym nie myślę.
Pracując na własny rachunek, mogę swobodnie tworzyć unikalną propozycję dla każdego klienta, nie przejmując się tym, co powie szef czy szefowa. O tym też nie myślę. Gdy przekładam to, co robię, na biznesowy język, pojawia się tam słowo „negocjacje” (w agencji nie było co negocjować, w 60-tej minucie przychodziła Iksińska i dyskretnie wywalała klienta za drzwi, chyba że zapłacił podwójnie: wtedy mógł zostać kolejną godzinę), ale ja już tracę świadomość tego, że coś negocjuję. Po prostu pojawiają się jakieś propozycje i jakieś decyzje. Rozmowa. Rozmowa jest banalna, banalnie prosta.
Teorie zarządzania podsuwają komentarz: osiągnęłam poziom nieświadomej kompetencji, czyli jestem już na tyle dobra w te klocki, że stały się częścią mojej osobowości.
Zastanawiam się czasem, czy te umiejętności da się wkrótce przełożyć na inną branżę, czy będę musiała zaczynać od zera. Na razie wyskakuję czasem na wydarzenia związane z tym, co planuję robić w przyszłości – i słuchając innych, miewam wrażenie, że się uwsteczniam.

0 komentarzy