Ku chwale monogamii 😉

sie 10, 2022 | BDSM, Najlepsze | 0 komentarzy

Pierwsze pięć lat mojego życia intymnego spędziłam w stałym związku. Byłam młoda i głupia oraz bardzo pogubiona i z wieloma problemami. Moja dziewczyna była jeszcze młodsza, co najmniej tak samo pogubiona i wychowana do opiekowania się innymi kosztem siebie.
Znałyśmy się całe jej życie… aż po tych pięciu latach związku przestałyśmy się znać. Bo, jak łatwo zgadnąć, nie wyszło nam w ogóle.

Nie to, że o siebie nie dbałyśmy. Że się nie kochałyśmy. Że nie chciałyśmy dla siebie jak najlepiej. To wszystko nieprawda. Naprawdę chciałyśmy, żeby nam wyszło.
Ale mało kto zostaje w swoim pierwszym młodzieńczym związku na całe życie, szczególnie gdy obie osoby mają mocny rys borderline. Statystyka była przeciw nam, podobnie jak nasi rodzice i społeczeństwo.

Po pięciu latach bycia w relacji monogamicznej i bolesnym rozstaniu nastąpiło wiele lat eksperymentów, otwartych związków, FwB, ONS, zabaw nago na warsztatach z pozytywnej seksualności, nagiego saunowania, klubów swingerskich, robienia pokazów etc.

I okazało się, że mimo jakichś czterech lat życia seksualnego nic o nim nie wiem!

Zawsze wydawało mi się, że to proste, jak już się odkryje, co obie lubimy… Nawet wprowadzenie kinków do sypialni wyszło u nas dość naturalnie, choć nie miałyśmy idealnie zgodnych preferencji, a ja – ta bardziej kinkowa – byłam z początku pełna wstydu, że lubię takie zboczone rzeczy.
No ale nie. Najwyraźniej nic nie było proste.

Musiałam się nauczyć, że do ewentualnego seksu należy się starannie przygotować, że często jest inicjowany przez drugą stronę za wcześnie i zbyt nagle, że potem nie pamięta się imienia osoby, z którą było się tak blisko i że to „tak blisko” to pic na wodę i fotomontaż, bo drugi człowiek nie rozumie głupich skojarzeń, które przychodzą ci do głowy minutę po orgazmie. Że zanim do tego seksu dojdzie, otrzymasz setki beznadziejnych wiadomości od napalonych samców-analfabetów. Albo jedną, po czym okaże się, że fajna korespondencja zakończyła się beznadziejną randką, bo oboje umieraliście ze stresu. I że albo pierwszych kilka stosunków się uda, albo nie będzie kolejnych, bo jakość wykonania jest bardzo ważna i nie ma, że ktoś był akurat zmęczony czy coś.

Jakby tego było mało, cała masa relacji to pomyłka, zwykle pojawia się rozdźwięk między oczekiwaniami obu stron, bliscy ludzie robią się o siebie zazdrośni i następuje eksplozja, niektórzy ludzie są podli, inni to ameby, a twoje nagie zdjęcia tylko do twojego użytku możesz po latach znaleźć na instagramie i zastanawiać się, dlaczego ta dziewczyna wydaje ci się taka podobna – tylko po to, żeby po chwili zobaczyć własne inicjały w opisach fotek.

I jeszcze to całe BDSM z poszukiwaniem kogoś o zbieżnych preferencjach i kompatybilnym charakterze i zainteresowaniach, omawianie na sucho, co się będzie robiło (mimo że jeszcze nigdy nic się z tą osobą nie robiło, nie zna się jej psychiki i trudno przewidzieć dynamikę). Kolejna sfera pełna rozczarowań.

Oraz kwestie bezpieczeństwa, zdrowia, zaufania.
I wydatki na zwiększanie atrakcyjności.

Seks okazał się dużo bardziej skomplikowany, niż myślałam – o ja naiwna.

Dziesięć lat z hakiem i ileś tysięcy stosunków później… znowu jestem w długotrwałym monogamicznym związku. Tym razem stabilnym i hetero.

Ktoś mógłby pomyśleć, że heteroseksualne związki funkcjonują w łóżku bardzo różnie od homoseksualnych. Że jak się ma 36 lat i gigantyczne doświadczenie, to życie intymne wygląda zupełnie inaczej, niż gdy ma się lat 20 i pierwszą partnerkę.

No więc nie. Nagle odpadło mi niesamowicie dużo wysiłku i stresu. Wyłączył się kontroler z tyłu głowy, który zawsze dbał o to, żeby nic mi się nie stało. Rozmowa o preferencjach, potrzebach, fantazjach nie jest na sucho tylko w kontekście, zupełnie na luzie, i o niczym nie przesądza, bo wszystko już dawno zostało przesądzone. Zamiast myśleć o jakości współżycia (nie zadowolę go tym razem w 100% –> znudzi się i pójdzie do innej), mogę odetchnąć i skupić się na braniu i dawaniu, a po orgazmie opowiedzieć najgłupszą myśl z wiedzą, że zostanę doskonale zrozumiana. Jesteśmy padnięci i nie bardzo mamy siły na Fajny Seks z Fajerwerkami? Każdy będzie fajny, bo pełen bliskości. Spóźnia się okres, pękła gumka? No big deal. Itd.

Poprzedni lifestyle to dla mnie coś jak konieczność znalezienia idealnie pasującej sukienki na wesele, kiedy nienawidzi się zakupów, fatalnie wygląda w świetle przymierzalni i ma figurę, na którą ciężko znaleźć cokolwiek w tym dziesięcioleciu, a do tego lubi się tylko jedwab, na który nie ma się budżetu. I jeszcze trzeba obejść milion sklepów, w niektórych gra koszmarna muzyka, a sprzedawczynie są jednocześnie nachalne i niekompetentne. Po czym na weselu okazuje się, że zakupiona w ostatniej chwili sukienka jednak spada z biustu i całą imprezę myślisz tylko o tym, żeby ją podtrzymywać…

A monogamia? Kiedy jestem z Ernyksem, monogamia jest jak ulubiona, niezwykle wygodna sukienka, która czeka w szafie gotowa na założenie i nadaje się na każdą okazję.

Jeśli uważasz post za wartościowy, możesz postawić mi kawę.

Zamów moją książkę

Zamów moją książkę

Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.

Święta Ladacznica

Piszę o seksualności, relacjach i władzy – z perspektywy osoby, która zna opisywane światy i od środka, i teoretycznie. Przez kilka lat pracowałam jako escortka, równolegle prowadząc ten blog, który stał się jednym z ważniejszych głosów o pracy seksualnej w Polsce. Wydałam książkę „To tylko seks?!„, która jest odpowiedzią na 100 pytań zadanych mi przez czytelników bloga. Wróciłam po przerwie.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *