Przeczytałam wczoraj profil mężczyzny, który podobno nie jest najmilszym i najmądrzejszym Panem na świecie, ale się za takiego oczywiście przedstawia. Pisał w opisie o budowaniu zaufania, o rozmawianiu, póki to zaufanie nie powstanie, szanowaniu granic i tak dalej – legitnie.
Problem w tym, że o panu krążą ostrzeżenia, więc w nic nie wierzę. Ale na tej kanwie pomyślałam sobie, że łatwo jest pisać o zaufaniu, rozmowach, ustalonych granicach i tak dalej i to wszystko się zgadza, ale samo poszukiwanie drugiego człowieka na Fetlife jest postawione na głowie.
Być może u zdrowych ludzi jest inaczej. Ale ja nauczyłam się odgrywać emocje, zanim opanowałam literki, nie mówiąc już o czytaniu pełnymi zdaniami, a potem miałam jeszcze więcej powodów, by zatajać prawdziwe emocje – nawet przed sobą. Jeśli się postaram, umiem zhakować mikroekspresje, oszukując ludzi, którzy trenowali ich odczytywanie (pamiętacie serial „Lie to me”?).
Odegranie zaufania to kaszka z mleczkiem. Kilka lat temu nawet nie zauważałam, że to robię.
A po co odgrywać zaufanie? Po to samo, po co urabianie uległej – żeby mieć seksy. Czy może raczej: namiastkę miłości, bo ja z tych wrażliwych pseudoborderek, co to dla bycia kochaną zrobią wszystko.
Ale to wszystko nie tak.
Na Fetlife i portalach randkowych ludzie poznają innych ludzi, żeby realizować z nimi SWOJE potrzeby. Zazwyczaj seksualne. Czyli, w przypadku BDSM, fetysze. Człowiek ma być dodatkiem do zrealizowanych fetyszy. (A w przypadku takich straumatyzowanych pseudo/borderek jak ja: realizujemy cudze fetysze mieszczące się w zakresie naszej akceptacji, żeby nas kochano. Bonus za odtwarzanie emocji z dzieciństwa).
Mamy listę, ustalamy kompatybilność, robimy. Udajemy, że mamy do siebie zaufanie, polegając na jakichś wcześniejszych rozmowach. A potem dziwimy się, że nie wyszło. Ojej. To może jeszcze raz.
I pamiętajcie, KOMUNIKACJA. Komunikacja jest wszystkim! Musicie się komunikować! Rozmawiać! Szczery feedback! I uwaga na predatorów!
Kilka lat temu zostałam z tego mechanizmu wypchnięta przez Ernyksa i zrezygnowaliśmy z BDSM. Terapia, rozkminy, rozmowy, rekonstrukcja związku i życia seksualnego na nowych zasadach…
Nie uważam, żeby zbudowanie zaufania – tego prawdziwego, a nie odgrywanego na potrzeby zrealizowania potrzeb seksualnych, gdzie człowiek ma nóż, a ty jesteś związana i w sumie to może cię zadźgać, zgwałcić, torturować i tak dalej, a ty nic z tym nie zrobisz – było kwestią ROZMÓW.
Ufam Ernyksowi nie dlatego, że porozmawialiśmy n razy. Ufam dlatego, że jesteśmy razem ponad pięć lat i wiem, jakim jest człowiekiem, co myśli, co jest dla niego ważne. O tym, że jest świetnym partnerem, świadczą jego czyny. Miliony małych codziennych gestów i mnóstwo gestów dużych i jeszcze większych.
Nie realizujemy potrzeb seksualnych z jakiejś listy, gdzie ustaliliśmy, że B, C, E, G i J to punkty wspólne, D absolutnie odpada, a resztę możemy negocjować. Miałam taką listę w głowie, umiałam ją wyrecytować, ale nie była wtedy prawdziwa – to była skamielina tego, co sprawdzało mi się przed ilomaś traumami.
Teraz nie mam listy w głowie, po prostu od lat mamy seksy i wchodzimy ze sobą w drobne interakcje w kontekście innym niż łóżkowy – i rozmawiamy, czy było fajnie, bardzo fajnie, a może niezbyt fajnie. Często wystarczy obserwacja.
Znamy się jak dwie połówki tego samego jabłka. I dopiero tu, na takim fundamencie, pojawiło się prawdziwe oddanie i jakieś ostrzejsze zabawy (z perspektywy waniliowej Kowalskiej, nie z tutejszej). WSPÓLNE zabawy z TYM KONKRETNIE CZŁOWIEKIEM, którego poznałam dawno temu, w innym życiu, i z którym jestem na dobre i na złe.
Koniec końców w każdej bajce życie długo i szczęśliwie oraz wszystkie seksy zaczynają się od pocałunku prawdziwej miłości. Nie od ustalenia listy kompatybilnych fetyszy.

0 komentarzy