Czy wiecie, że niektóre pracownice seksualne uczą się nawzajem, jak zrobić loda za pomocą… poślinionej szyi zasłoniętej włosami? Albo jak nałożyć na penisa gumkę tak, by partner tego nie dostrzegł i wierzył, że dostaje seks oralny bez zabezpieczenia?
Dowiedziałam się niedawno o tych praktykach i jestem w ciężkim szoku. Nie rozumiem, jak tak można. Jak można myśleć, że to w porządku i że jest się czym chwalić (bo uczenie kogoś takiej techniki to chwalenie się, że się ją opanowało).
Branża seksualna jest bardzo wrażliwa na zaufanie. Ja i klient ufamy sobie nawzajem, że dbamy o zabezpieczenie. Że nie będziemy zdradzać postronnym swoich sekretów. Że nikt nikogo nie skrzywdzi. Że wszystko będzie konsensualnie i w porządku. Że nikt nikogo w żaden sposób nie nadużyje.
Bezczelne niszczenie tego zaufania to naprawdę zły pomysł.
Mój kolega niedawno zamawiał pewien produkt przez internet i się na nim przejechał, bo przedmiot został wykonany nie z drewna, a z jakiegoś tandetnego odlewu pokrytego okleiną. Gruchęło o podłogę i tyle po zakupie. Nie wiem, jak to się nazywa w języku prawniczym i co grozi nieuczciwemu sprzedawcy za takie praktyki, ale chyba wszyscy zgodzimy się, że nie jest to w porządku. I że kolega miał pełne prawo zażądać zwrotu pieniędzy.
Nie rozumiem, dlaczego nieuczciwość pracownicy seksualnej – czy pracownika – należałoby traktować ulgowo. Praca seksualna to praca jak każda inna, więc świadome wprowadzanie klienta w błąd co do charakteru świadczonej usługi to identyczne oszustwo jak w przypadku każdego innego zawodu. I nie ma tu znaczenia, że niektórzy klienci się nie zorientują. Ważne powinno być to, że my wiemy, co robimy i robimy to świadomie… a raczej świadomie tego nie robimy.
Klient umawiający się na seks oralny i za to płacący ma prawo oczekiwać wykonania usługi w sposób, który został wcześniej ustalony. I ma prawo nie zapłacić lub zażądać zwrotu pieniędzy, jeśli zostanie z premedytacją oszukany albo nawet naciągnięty na dopłatę za coś, czego w praktyce nie dostał (jeżeli seks bez prezerwatywy nie jest w cenie podstawowej).
Co mnie bardziej niepokoi i o czym niektórzy ludzie z branży chyba nie myślą, to że takie nieuczciwe działania mogą zostać ukarane. Czasami to może być w pełni uzasadniona konsekwencja nieuczciwego działania, na przykład negatywna recenzja na Garsonierze: „ta pani jest oszustką, nie idźcie do niej” wyświetlająca się osobom, które wpiszą numer kantującej klientów pracownicy do wyszukiwarki. Czasami to może być brutalna zemsta: przemoc werbalna, fizyczna czy seksualna. Dostatecznie długo pracuję w tej branży by wiedzieć, że wielu klientów jest OK dopóki czują się traktowani OK. A potem włącza im się „zasłużyła sobie przecież”. Absolutnie nie mówię tu, że pobicie jest w porządku. Mówię, że trzeba się liczyć i z taką konsekwencją. Niestety nie wszyscy ludzie umieją sobie sensownie i konstruktywnie poradzić z własnymi negatywnymi emocjami.
Tak więc oszukiwanie klienta nie tylko jest niemoralne, ale także kretyńsko głupie.
A jeśli ktoś nie chce oferować seksu oralnego, to niech tego po prostu nie robi. Tak, ja wiem, że wtedy zarobi mniej. No i co? To trochę jak „ja chcę pracować na budowie, ale nie chcę dźwigać ciężarów i ociekać potem”.
Zgadzacie się? A może macie inną perspektywę?

0 komentarzy