Przeczytałam swój poprzedni tekst i mam refleksję, że wśród moich klientów było bardzo mało mężczyzn, którzy umieli wejść w stałą, serio partnerską relację prawdziwie monogamiczną lub etycznie poliamoryczną, a potem w niej pozostać przez dłuższy czas, i którzy przy tym wyglądali na takich, co radzą sobie z emocjami w dojrzały sposób.
W tej niewielkiej grupie ludzi, którzy przez większość życia jednak z grubsza dawali radę, dominowali zrozpaczeni wdowcy, których zżerała samotność, potrzebowali odrobiny ciepła i bardzo intensywnie tłumaczyli mi się, że to nie w ich stylu, ale…
Kiedyś mężczyzna zdradzający, niedojrzały emocjonalnie lub traktujący partnerkę przedmiotowo był dla mnie normą. Ojciec, moi byli… No więc mężczyźni kupujący seks wydawali mi się zupełnie zwyczajni. Część z nich wydawała mi się bardzo męska. Żądni przygód, charyzmatyczni, w każdym porcie… wróć, mieście… inna dziewczyna. Ej, to zupełnie jak mój narcystyczny ojciec!
Z dużym zdziwieniem zarejestrowałam (we własnym związku), że można inaczej. Że mężczyzna z jakimiś swoimi problemami – które wielu na jego miejscu rozwiązuje podejściem „bo ja jestem taki biedny, żadna mnie nie chce, to ja muszę kupować seks” – może wziąć się za siebie i, no cóż, dorosnąć do roli partnera.
PS. Nie ma ani jednej grupy sprawnych intelektualnie mężczyzn, która „musi kupować seks” innej niż „zamiast się ogarnąć, hoduję zranienia, mentalność ofiary i roszczeniowość”.

0 komentarzy