Moja znajoma z agencji wiele lat wcześniej pojechała do pracy do Niemiec. Nie pamiętam, kim miała być. Pamiętam, że całkiem nieźle znała niemiecki.
Na miejscu okazało się, że oferta pracy to ściema. Że tak naprawdę ma oferować seks. I że może się nie zgodzić, ale wtedy – i tu jakaś konsekwencja, której nie zapamiętałam. To wszystko było bardzo miękkie, więcej w tym było manipulacji i powolnego przekraczania granic niż twardej przemocy.
Została. „Zdecydowała się” zostać. „Nawet nie było tak źle”.
(Podobne motywy urabiania kobiet do prostytucji występują czasami w pornografii i fantazjach erotycznych).
Lata później poznałam ją w agencji. Miała za sobą doświadczenie pracy w miejscu w Warszawie, gdzie zmuszano ją do przyjmowania kilkunastu klientów dziennie w cenach promocyjnych (ustalonych przez menedżerki), na czas spotkań zabierano torebkę wraz z dokumentami i kluczami oraz karano finansowo za najdrobniejsze przewinienia.
To była ta kobieta, którą w mojej agencji urobiono do oferowania znienawidzonego seksu analnego. Była podatna na takie urabianie. (Ja nie, więc nawet nie zarejestrowałam, że ktoś próbował. W ten sposób dwie osoby mogą mieć zupełnie inne wspomnienia z jednego miejsca pracy).
Dawno, dawno temu – w czasach transformacji – była menedżerką. Ciężko mi było wyobrazić ją sobie w tej roli. Wtedy jeszcze nie widziałam po sobie, jak bardzo sprzedawanie seksu dekonstruuje osobowość, więc nie przyszło mi do głowy, że może to efekt tego, że przez lata systematycznie coś w niej niszczono.
Nigdy nie chciała sprzedawać seksu, brzydziła się tego bardzo i uważała za grzech. Gdyby nie handel ludźmi, może nigdy nie poszłaby „z własnej woli” do agencji, bo może nikt nie przekroczyłby u niej tej symbolicznej bariery między „nigdy w życiu” a „hmmm”.
*
Teraz trwa polowanie na Ukrainki – uchodźczynie wojenne.
Często wystarczy perswazja. Alfonsi mówią: dostaniesz pracę, zamieszkanie. Nie będziesz musiała się martwić o byt. Będziesz niezależna, będziesz miała swoje pieniądze. Odłożysz, zorganizujesz sobie życie w Polsce na własnych zasadach.
I część z nich na to idzie, choć gdyby były dalej w Ukrainie sprzed 24 lutego, nie podjęłyby takiej decyzji, ponieważ miały tam dom, rodzinę i pracę w języku ojczystym.
Według „sex work is work” nie piszę nic o handlu ludźmi czy wyzysku. Agencje w Niemczech przecież działają legalnie, a w Polsce powinny móc tam pracować. Mojej koleżance wprawdzie zaproponowano inną pracę niż planowała, ale przecież mogła wrócić. Ukrainki w zasadzie mogą odrzucić ofertę. Co prawda mogą się nią trochę striggerować, ale oj tam oj tam. Nie ma tu nic śliskiego.

0 komentarzy